czwartek, 31 stycznia 2013

Dzienniki

Przedstawienie wytropione, wypatrzone, wyczekane. Przypadkowo data spektaklu wypadła w rocznicę stanu wojennego, moja wyprawa do stolicy zyskała więc atmosferę czegoś nietypowego, przełomowego, czy  nawet kontrowersyjnego. Zakłócony ruch autobusów i uliczne pochody białoczerwonych flag na zaśnieżonych ulicach budowały krajobraz mroźnego wieczoru. Z Placu Trzech Krzyży skręt w lewo do teatru Imka. Na lekcję polskości u Gombrowicza.



Adaptacja Dzienników była bardzo ambitnym zadaniem, a Imka poradziła sobie z nim znakomicie. Przedstawienie z całą konsekwencją przekazuje gombrowiczowskie tezy, podzielone na tematy, czytelne w przekazie, przedstawione w awangardowy sposób, zmusza do myślenia. Nie ma jednego Gombrowicza – wszyscy nim jesteśmy – to są refleksje o świecie, który nas otacza. Taka teza czytelnie dociera ze sceny od pierwszych chwil. Przedstawienie wplata widzów w sieć refleksji o nich samych, o Polsce, Bogu, sztuce, prawdzie i fałszu. Brak scenografii zastępuje tu obecny przez cały czas temat poruszania się – na wszystkie możliwe sposoby  - od spaceru po jazdę na fotelach na kółkach. Dzięki niemu spektakl tworzy zwarte, dokładnie przemyślane widowisko. Mimo wszystko jednak przedstawienie nie dla każdego - oparte na długich, często skomplikowanych kwestiach, pozbawione wszelkich elementów dekoracyjnych, może chwilami nużyć lub irytować. Broni się jednak niezrównaną grą aktorską, którą doceni absolutnie każdy. Piotr Adamczyk, Magdalena Cielecka, - wszyscy w tym spektaklu monologów mają tak samo istotne role i wszystko, co chcą przekazać wyrażają całym swoim ciałem, głosem, ruchem, gestem, mimiką. Intelektualny zastrzyk poglądów dotrze nawet do najbardziej zamkniętych umysłów.

 

Graficzna wizualizacja Dzienników? Tworzona wg określonego pomysłu. Maska z gazety oddaje tu uniwersalność i ponadczasowość przekazu Gombrowicza i myślę, że to było najistotniejszym przekazem podczas tworzeniu plakatu. Myślę, że jednak jest to skojarzenia bardzo oczywiste i plakat Imki nie jest tak odkrywczy i oryginalny jak ich przedstawienie. Zastanawiając się nad tym zestawiłam większość pomysłów graficznych przedstawień wydań dzienników, lecz i tutaj nie znalazłam wybijającego się wśród innych pomysłu. Doszłam do wniosku, że najważniejszą cechą, którą zresztą znajduję we wszystkich propozycjach był minimalizm. I to zostało zachowane.
najnowsza propozycja wydania, obecnie znajdowana w księgarniach.
Wyd. Literackie
Jedno z wcześniejszych polskich wydań. To moje osobiste zdanie, lecz nie znajduje żadnego uzasadnienia dla użycia różowego koloru!
Wydanie starsze, jedno z tych które mi się spodobały/

Wydanie angielskie nakład Yale University Press, Najciekawsza chyba z propozycji okładkowych Dzienników,  przedstawia jakiś oddzielny pomsył

W końcu logo festiwalu Gombrowiczowskiego, ten oceniony przeze mnie jednoznacznie na plus!


Kończąc moje mozolne rozważania, umieszczam jeszcze Gombrowicza. Polecam bardzo wszystkim Dzienniki, jeśli nie w całości to choć fragmentarycznie!  ;)

Wszak sztuka dzieje się między żywymi, konkretnymi ludźmi – a więc niedoskonałymi. Roi się dziś od stylów, które nudzą – które męczą – które wyciągają flaki – ponieważ są tworem intelektualnej recepty, dziełem ludzi nietowarzyskich i po prostu źle wychowanych. Celować słowem w ludzi a nie w teorie, w ludzi a nie w sztukę.
Dziennik, 1954

1 komentarz:

  1. Piszesz bardzo ładnym językiem. Podoba mi się! No i jesteś ukierunkowana na sztukę, co również jest w moim guście :) Obserwuję!

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuje za każdy komentarz! Wszystkie uważnie czytam i jeśli tylko pozwala na to czas staram się na wszystkie odpowiadać:)