Przedstawienie wytropione,
wypatrzone, wyczekane. Przypadkowo data spektaklu wypadła w rocznicę stanu
wojennego, moja wyprawa do stolicy zyskała więc atmosferę czegoś nietypowego,
przełomowego, czy nawet kontrowersyjnego.
Zakłócony ruch autobusów i uliczne pochody białoczerwonych flag na zaśnieżonych
ulicach budowały krajobraz mroźnego wieczoru. Z Placu Trzech Krzyży skręt w
lewo do teatru Imka. Na lekcję polskości u Gombrowicza.
Adaptacja Dzienników była bardzo
ambitnym zadaniem, a Imka poradziła sobie z nim znakomicie. Przedstawienie z całą
konsekwencją przekazuje gombrowiczowskie tezy, podzielone na tematy, czytelne w
przekazie, przedstawione w awangardowy sposób, zmusza do myślenia. Nie ma jednego
Gombrowicza – wszyscy nim jesteśmy – to są refleksje o świecie, który nas
otacza. Taka teza czytelnie dociera ze sceny od pierwszych chwil.
Przedstawienie wplata widzów w sieć refleksji o nich samych, o Polsce, Bogu,
sztuce, prawdzie i fałszu. Brak scenografii zastępuje tu obecny przez cały czas
temat poruszania się – na wszystkie możliwe sposoby - od spaceru po jazdę na fotelach na kółkach.
Dzięki niemu spektakl tworzy zwarte, dokładnie przemyślane widowisko. Mimo
wszystko jednak przedstawienie nie dla każdego - oparte na długich, często
skomplikowanych kwestiach, pozbawione wszelkich elementów dekoracyjnych, może chwilami
nużyć lub irytować. Broni się jednak niezrównaną grą aktorską, którą doceni absolutnie
każdy. Piotr Adamczyk, Magdalena Cielecka, - wszyscy w tym spektaklu monologów
mają tak samo istotne role i wszystko, co chcą przekazać wyrażają całym swoim
ciałem, głosem, ruchem, gestem, mimiką. Intelektualny zastrzyk poglądów dotrze
nawet do najbardziej zamkniętych umysłów.
Graficzna wizualizacja Dzienników?
Tworzona wg określonego pomysłu. Maska z gazety oddaje tu uniwersalność i
ponadczasowość przekazu Gombrowicza i myślę, że to było najistotniejszym
przekazem podczas tworzeniu plakatu. Myślę, że jednak jest to skojarzenia bardzo oczywiste i plakat Imki nie jest tak odkrywczy i oryginalny jak ich przedstawienie. Zastanawiając się nad tym zestawiłam większość pomysłów graficznych przedstawień wydań dzienników, lecz i tutaj nie znalazłam wybijającego się wśród innych pomysłu. Doszłam do wniosku, że najważniejszą cechą, którą zresztą znajduję we wszystkich propozycjach był minimalizm. I to zostało zachowane.
 |
najnowsza propozycja wydania, obecnie znajdowana w księgarniach. Wyd. Literackie |
 |
| Jedno z wcześniejszych polskich wydań. To moje osobiste zdanie, lecz nie znajduje żadnego uzasadnienia dla użycia różowego koloru! |
 |
| Wydanie starsze, jedno z tych które mi się spodobały/ |
 |
| Wydanie angielskie nakład Yale University Press, Najciekawsza chyba z propozycji okładkowych Dzienników, przedstawia jakiś oddzielny pomsył |
 |
| W końcu logo festiwalu Gombrowiczowskiego, ten oceniony przeze mnie jednoznacznie na plus! |
Kończąc moje mozolne rozważania, umieszczam jeszcze Gombrowicza. Polecam bardzo wszystkim Dzienniki, jeśli nie w całości to choć fragmentarycznie! ;)
Wszak sztuka dzieje się między żywymi, konkretnymi ludźmi – a więc niedoskonałymi. Roi się dziś od stylów, które nudzą – które męczą – które wyciągają flaki – ponieważ są tworem intelektualnej recepty, dziełem ludzi nietowarzyskich i po prostu źle wychowanych. Celować słowem w ludzi a nie w teorie, w ludzi a nie w sztukę.
Dziennik, 1954
Piszesz bardzo ładnym językiem. Podoba mi się! No i jesteś ukierunkowana na sztukę, co również jest w moim guście :) Obserwuję!
OdpowiedzUsuń