Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr telewizji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr telewizji. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 maja 2013

Kultura pod strzechy! Teatr Telewizji na żywo



Po weekendowo-majowej przerwie nadrabiam zaległości. Już przed dwoma tygodniami telewizja emitowała następny ze swoich spektakli Teatru Telewizji na Żywo. Śledzę to przedsięwzięcie od początku  jego zaistnienia w październiku ubiegłego roku, ale Trzy razy Fredro był jednak przedsięwzięciem bardzo innowacyjnym. Obejmował trzy spektakle pióra Fredry, nadawane jednak z trzech różnych teatrów - w Warszawie, Katowicach i Krakowie. Uważam, że to bardzo dobra inicjatywa! Popularyzacja jednocześnie klasycznej literatury, kreowanie wizerunku teatru jako innowacyjnej placówki i konkretnych miejsc na naszej kulturalnej mapie kraju.  Dodatkowo jest dowodem jakiejś kreatywnej spójności i współpracy a przecież w takiej dziedzinie jak sztuka jest ona niezastąpiona. Kulturalna maszyna musi sama się napędzać, wtedy działa sprawnie i tylko wtedy zbiera największą publiczność.


Trzy razy Fredro - Świeczka zgasła, Zrzędność i przekora oraz warszawskie Nikt mnie nie zna.  Podobało mi się - jak to teatr, lecz chwilami bardziej, chwilami mniej. Za najlepszy uznaję widowisko Teatru Narodowego. Być może dlatego, że tylko tam fabuła nabiera tempa. Pierwsze dwie propozycje to króciutkie epizody sytuacyjne. O ile pierwszy broni się aktorską grą Macieja Shtura, miejscami bawił i ciekawił, to drugi spektakl znudził mnie. Był odważniejszy w interpretacji - stroje lekko uwspółcześnione, konceptualna scenografia, widać zamysł reżyserski. Najmniej zainteresowała mnie fabuła, ale w końcu trzeba wziąć poprawkę na logistyczne rozwiązanie projektu Trzy razy Fredro. Autor i czas antenowy były tu kwestiami nie do negocjacji, sztuka widocznie pasowała, choć jako pojedynczy Teatr Telewizji uznałabym ją za nietrafioną. Trzeci spektakl w pełni realizuje natomiast swoje komediowe założenia. Bawią aktorzy, humor niedzisiejszy, rodem z fredrowskiego czasu.

Pomysł na poniedziałkowej telewizyjnej ramówki był bardzo trafiony, choć spektakle widzieliśmy już lepsze. Pierwszy, inaugurujący serię "na żywo" była Boska, świetnie rozegrana przez Krystynę Jandę zabawna opowieść o starszej kobiecie, jej karierze i życiu wymyślonym sobie samodzielnie, oderwanym od realiów. Zabawnie i rozluźniająco. Trzeba było co prawda cierpliwie znosić wszystkie dodatki w postaci przypomnień konferansjerów o jubileuszu Teatru Telewizji, jakimi otaczano konsekwentnie cały dzień.  Przypomnienia emitowano także bezpośrednio przed spektaklem, po nim oraz oczywiście w czasie przerwy, kiedy to zaprowadzono telewidzów nawet za kulisy ;) Jednak nawet pomimo tego całego szumu i wrażenia, że przedstawienie jest tak dopracowane, że musi się podobać, to podobało się naprawdę. Samo wspomnienie wywołuje uśmiech.





Następna propozycja znów bardziej opowiadała o człowieku niż posiadała własną fabułę i znów bardzo o aspiracjach, zwłaszcza tych zawiedzionych. Dużo jednak poważniejsze od pierwszego spektaklu, dlatego myślę, że nie zdobyło takiego zainteresowania telewidzów jak głośna Boska. Na scenie wystąpili wtedy wspólnie Piotr Fronczewski i Wojciech Pszoniak, scenariusz budując na ich wzajemnej dyskusji. Czy to się podobało, to już zależy naprawdę od osobistego odbioru.



Dalej - spektakl Szkoła Żon  z Teatru Polskiego w Warszawie. Komedia pióra Moliera, dopracowana, z idealnym doborem aktorów. Z całą swoją scenografią odebrałam go za najbardziej "teatralny" ze wszystkich wcześniejszych "na żywo". Bardzo blisko jego projekcji byłam w Teatrze Polskim na Cydzie, może więc teatralne wrażenia nie spały we mnie tak głęboko jak teraz i łatwiej było pobudzić więcej zmysłów do odbioru z ekranu telewizora. Podobał mi się bardzo, mimo że jednak był jedynie klasyczną adaptacją.




Kolejny spektakl Daily Soup emitowany był w maju zeszłego roku, znów wyróżniał się swoim charakterem. Losy rodziny opowiadane jak w mrożkowym Tangu, tak fragmentaryczna życiowa przestrzeń jak Kartotece. Inaczej, intrygująco, psychoderycznie. Dużo dobitniej pyta o układ naszego świata, według koniecznego porządku, wszystko w naszych, współczesnych realiach. Myślę, że wielu z nas mogło natrafić na coś o sobie.


Kilka więc spektakli mamy już za sobą. Telewizja zapewnia im kilkumilionowa oglądalność. I pytanie, czy należy to wykorzystać i emitować coraz przystępniejsze sztuki, aby tą oglądalność jeszcze powiększać, czy coraz bardziej wyszukane - aby zwiększyć ich poziom? I na ile Teatr Telewizji jest nawykiem i przyjemnością, na ile przypadkiem. Rozpisałam się tutaj tylko o emisjach na żywo,a te są bardzo  popularyzowane. Każdy z nich ma nawet własną stronę internetową. Spektakle nagrywane tradycyjnie mają już mniejszy odbiór, choć nierzadko są świetnymi spektaklami. Swoją drogą te na żywo i wcześniej przygotowane przedstawienia to praktycznie zupełnie inne historie i na inne opowiadanie. Ja już pośpiesznie kończę, bo w karcie obok odtwarza się zaległa premiera Teatru Moralność Pani Dulskiej z Cielecką - Temat postu przypomniał o konieczności się z nim zaznajomienia! Jednak słabość do kultury też może się okazać zgubna.. Zwłaszcza dla innych obowiązków! ;)