Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydarzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydarzenia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 sierpnia 2013

Orkiestra Sonus i Żyrardowskie uderzenie - Rzecz o letnich atrakcjach polskich miast


Lato w polskim małym miasteczku ma swoją pewną specyfikę. Obowiązkiem każdej takiej mieściny jest program letnich rozrywek, koniecznie pod hasłem zapewniającym ze wszystkich sił, że lato w mieście nie musi być nudne. I powstają rozrywki - ośrodki kultury szukają, gdzie mogą. Do standardowych zagrań należy zaproszenie gościa - z telewizji, lub po prostu z jakiegoś "ekskluzywnego" zawodu np. aktora - i organizacja z nim spotkania. Zawsze będzie też jakaś biesiada, występ zespołu folkowego/harcerskiego/religijnego, tudzież szkolnego chóru koncertującego po rodzinnym mieście w wakacje. Co lepiej zorganizowane miasto kusi się na Kino letnie - projekcje wychodzą, albo i nie, bo wszystko jest uzależnione od pogody, inicjatywa jednak jest potrzebna i ogłaszana. Ostatnia powtarzająca się rzecz w takich miejskich repertuarach letnich to występy orkiestrowe. Orkiestra strażacka, osiedlowa orkiestra starszych panów, symfoniczne orkiestry miejskie - w końcu w każdym mieście ze szkołą muzyczną nie brakuje muzyków-pasjonatów, i takie koncerty naprawdę spotykałam często niezależnie czy był to Toruń, Gdynia, Rzeszów czy mój Łowicz. Te wszystkie atrakcje miejskie wydają się potrzebne własnie dlatego by zorganizować scenę na właśnie mieszkańcy regionu mogliby prezentować własne dokonania, a przy okazji - są tak naprawdę niezbędne - dzięki nim to "miasto" ma gdzie wyjść i po prostu zobaczyć się ze sobą. 

Ostatnio jednak dostałam po głowie za moje nędzne, pobłażliwo-wielkomiejskie przemyślenia. Okazuje się, że do wszystkiego, a zwłaszcza do muzyki trzeba podjeść poważnie bez względu na okoliczności. Dobra muzyka, może zwalić nas z nóg tak samo w zacisznym pokoju ze słuchawkach na uszach, jak w filharmonii czy nareszcie na miejskiej letniej scenie. 

W Łowiczu od pewnego czasu działa Orkiestra Sonus i właśnie na jej koncert wybrałam się ostatniego wieczoru. Ich od początku nie traktowałam pobłażliwie - czołowi artyści tworzący Sonus dali już o sobie znać w Łowiczu przez ostatnie lata grając w różnych miejscach fantastyczne moim zdaniem Oratorium Pieśni Jerozolimskich. Orkiestra jednak jest inicjatywą nową i jeszcze przeze mnie niepoznaną. Koncert był wieczorem Muzyki Filmowej, więc chciałam spodziewać się lekkiej, rozrywkowej atmosfery, obawiałam się jednak powagi orkiestrowego występu. Złoto instrumentów, ich liczba, muzyka instrumentalna, eleganckie stroje umieszczone w samym sercu łowickiego parku, i to parku, który jest miejscem cichego przyzwolenia na młodzieżowe spotkania, jakie to każde miasto ma zaznaczone na swojej mapie życia nocnego. Obawiałam się jednak bez potrzeby - barierę dystansu kultury podanej za wysoko przełamał charakter wieczoru - koncert muzyki filmowej. 


Utwory były znane, stały się świetną podróżą po najpopularniejszych filmach, wzruszających, zabawnych, kształtujących naszą kulturę. Świetnym posunięciem było wprowadzenie dużej ilości piosenek śpiewanych. Jednak nic nie oddziałuje na nas jak wokal śpiewający konkretnie do nas! Moimi faworytami zostaną utwory "Od nocy do nocy", "Modlitwa Esmeraldy" i piosenka z Tarzana. Zachwyciłam się głosem Hanny Giedy, uważam, że był to chyba najlepszy występ wokalny Kacpra Wysockiego.  Sama orkiestra grała niesamowicie i imponowała. Blisko 60 młodych osób, którzy znaleźli swoje miejsce i wspólnie wygrywali utwory tak samo bliskie publiczności jak i im samym. Ogromną zaletą koncertu był występ Żyrardowskiego Uderzenia. Ci - choć nie ulega wątpliwości, że powinni zmienić swoją nazwę, która niektórym może nie skojarzyć się z perkusyjnym zespołem, lecz ćwiczeniami walki;) - dodali wczorajszemu koncertowi tyle uroku, ile nie potrafił by sam Sonus. Dźwięki cymbał, cymbałków, wszelkiego rodzaju perkusyjnych elementów przy odgrywaniu utworów z bajek było najbardziej magiczną adaptacją, z jaką miałam do czynienia. Ponadto - Żyrardowskie uderzenie, może przez brak wieczorowych strojów, może przez ich różnorodność (przy jednych cymbałkach grał 10-letni chłopiec!) emanowało spontaniczną radością grania, radością muzyki. Muzyka nie zna zasady decorum - nie ważne czy byłaby to filharmonia, pewne brzmienia od razu sprawiają, że chciało mi się tańczyć, śpiewać, klaskać. Oba zespoły naprawdę uzupełniały się świetnie. A prawdziwym fenomenem tego koncertu okazała się jego uniwersalność - to by występ da każdego absolutnie, od rozbieganych dzieci, rozpoznających ulubione piosenki z bajek, do zasłuchanych dziadków. I na pewno na długo zostanie zapamiętany w naszej łowickiej społeczności. 


Strasznie przepraszam za tekst rozmiarów kolosa z Rodos, marny ze mnie recenzent, zdecydowanie bliżej mi do eseisty! A wszystkich zainteresowanych Orkiestrą Sonus lub wspieraniem świetnej kultury, która dusi się wręcz na niezauważalnych deskach ośrodków kultury zapraszam do polubienia ich strony na facebooku, opatrzonej świetnymi zdjęciami ich fotografa, którego autorstwa zdjęcie umieściłam też wyżej. A ja biegając jak zawsze z wypiekami na twarzy po warszawskich teatrach lub łódzkiej Off Piotrkowskiej nigdy już nie będę lekceważyć propozycji kulturalnych polskich miasteczek!


poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Fashion Week Philosophy reporterskim okiem





Łódzki Fashion Week to impreza duża i medialna. Przyznam się, że czekałam na nią z ciekawością i lekką obawą. W końcu na modzie znam się mało. Jestem zbyt nieśmiała w stylu, nowe trendy przyswajam albo wcale albo z regularnym opóźnieniem. Przewidywałam jakieś odzieżowe wpadki, że brak określonych ubrań mnie wyda i będę odstawać od modnie ubranej reszty. I nie mówię tego teraz z ironią, od początku podeszłam do sprawy poważnie. Bo w Fashion weeku nie chodzi o modę, której się ulega i powszechnie spłyca. Tam,  na tym etapie mody - mody od projektantów, mody w kolekcjach - te ubrania to sztuka, a nie masowa produkcja. I właśnie tego rozumienia kolekcji jako sztuki się próbowałam nauczyć!


Pierwsze spojrzenie dotyczyło showroomów - przestrzeni do której upoważniała mnie moja politechniczna wejściówka. Kolejne spostrzeżenia: atmosfera targowiska pomieszany z galerią malarstwa. Targi? Tak, to chyba najbardziej przypominało targi. Dodatkowo - uderzająca otwartość, sympatyczność tych projektantów, prześcigających się na pomysły. Moda z showroomów to właśnie pomysłowość, chyba to jest wyznacznikiem dostania miejsca w tamtych kręgach. Walczę trochę z moim konserwatyzmem modowym, więc parę innowacyjnych rozwiązań mi się spodobało. Mimo wszystko myślę, że zostanę na zawsze w moim trochę-vingate sposobie ubierania.

 



Tego samego wieczoru udało mi się jeszcze dostać na pokazy. I dopiero tam odkryłam naprawdę Fashion Week. Pokazy wywarły na mnie bardzo dobre wrażenie! Po raz pierwszy spojrzałam na kolekcje jako przemyślaną całość. Fryzury, ruch, kolor, faktura. Potem: Muzyka, światło, blask, cień. Czułam się jak w teatrze, na piętnaście minut istnieją tylko modelki szybkim krokiem dominujące w oświetlonej przestrzeni. Widziane z bliska, nieruchomo wpatrzone przed siebie, nieobecne, o mechanicznym kroku, wydały mi się kwintesencją profesjonalizmu. Jeżeli chodzi o same kreacje - z moim gustem bywało różnie. Jednak chyba w każdym z widzianych pokazów znalazłam rzecz, która uznałam za świetną.

zdjęcie z https://www.facebook.com/FashionPhilosophyFashionWeekPoland
Rzeczą bezapelacyjnie inspirującą były organizowane w ramach Fahion weeku wykłady. Nie rozumiem co prawda, czemu były tak słabo zapowiadane i jakby oddzielone od reszty wydarzenia. Hybrydowni, gdzie miały miejsce, nie było zaznaczonej na mapce, nie rozdawano rozpiski tytułów poszczególnych wykładów. Po prostu - dodatek. Byłam jedynie na dwóch wykładach, tych które wcześniej już zapowiadałam na blogu. Pierwszy prowadzony był przez założycielkę- pomysłodawczynię  Pakamery.pl. Bardzo krótko i treściwie opowiedziała drogę powstawania pakamery, naładowując mnie bardzo pozytywnie i będąc żywym dowodem możliwości, stworzonych przez nasze czasy. Opowiadała o zupełnie przypadkowych, nie tworzących wcześniej nic artystycznego osobach, które z pasji sklejały, szyły, stwarzały nowe produkty, a teraz ich kolekcje pokazywane są w głównych miastach zagranicznych na prestiżowych wystawach. Trudno o bardziej motywujące przykłady.  Przy okazji dowiedziałam się, że Examle.pl to serwis towarzyszący Pakamerze. Z planów na przyszłość Pakamery jest wydanie magazynu. Co za radość, co za szczęście dla polskiego rynku, jak ja lubię magazyny!:) 

Następny wykład także mnie dużo nauczył. Prowadzony był przez Mikołaja Komara, redaktora naczelnego K Maga, więc chociażby z tej przyczyny już mnie interesował. Choć bardziej dotyczył doświadczenia życiowego samego Komara i ewolucji prowadzącej do K Maga, to w sumie ciężko mieć o to pretensje. Każdy mówi o tym, na czym się najlepiej zna. Dla mnie to był kolejna motywująca historia, a także trochę refleksji o fotografii i publicystycznym rynku, tak polskim, jak i światowym.



Fashion Week w jednej chwili mnie zaskoczył, zaintrygował i zachwycił. Łódź stanęła na wysokości zadania, bardzo ładnie prezentując się Księżym Młynem i organizacją wydarzenia. Oczywiście po pewnym czasie pierwsze wrażenie mija i na wszystko mamy trochę inne spojrzenie. Przechadzając się po showroomach już któryś z kolei raz zauważyłam oprócz stoisk serię dziewczynek-nastolatek jak to określił na wykładzie Mikołaj Komar - "w czapeczkach" - przypatrujących się wyglądom wszystkim dookoła, blogerek z aparatami. Da się zauważyć to mainstreamowe, popularne oblicze fashion weeka, jako wydarzenia na którym warto być i "pokazać się". Wieczorem pierwszy raz w życiu widziane z bliska grupy fotoreporterów fotografujących gwiazdy, jak Edyta Herbuś, Klaudia Halejcio, Ada Fijałt... To jest medialne wydarzenie. Tak jak niektóre stroje, zakładane z myślą, aby być oryginalnym i zauważonym za wszelką cenę, najczęściej kosztem estetyki - przecież wiem, że to się zdarza. Myślę, jednak że "hejtowanie" [och, jak dziwnie używa mi się tego słowa:D ale przecież właśnie o taką masową krytykę mi chodzi!] mody i podążania za modą idzie w kulturalnych kręgach za daleko. Naprawdę można znaleźć tam masę inspiracji! 



nie podpisane zdjęcia są mojego autorstwa :>