Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wystawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wystawy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 października 2014

Muzeum techniki, czyli gdzie w Polsce można zobaczyć historię wzornictwa przemysłowego



Ostatnio nieco przypadkiem wybrałam się do Muzeum Techniki. Do pociągu z Warszawy Centralnej zostały dwie godziny, a muzeum pod nosem. Nie oczekiwałam zbyt wiele - ale na przekór wątpliwościom znalazłam mnóstwo pięknych rzeczy. Muzeum techniki trochę przypadkowo zabrało mnie na niezłą podróż po historii dizajnu, co w Polsce jest jeszcze dość niespotykane.

sobota, 18 października 2014

Muzeum Chagala, Matisse, Picasso & Granet



MUZEA. Podstawowe pytanie: ich zadaniem jest inspirowanie czy eksponowanie? Myślę, że muzea - jak i mitologiczne muzy mają jednak inspirować. I tak oceniam je według jednej kategorii: jak dużo mogę z niego dowiedzieć i ile ciekawych rzeczy zapamiętam. Tegoroczny plener był (oprócz zabawy w poznawanie Cannes) świetną wycieczką po muzeach i właśnie postanowiłam je jakoś skomentować. Więc próbuję -

poniedziałek, 8 września 2014

STANLEY KUBRICK



Nie napiszę dużo. Prawda jest taka, że o Stanleyu Kubricku wiedziałam przed wystawą bardzo niewiele. Może istniał w mojej świadomości, tak jak jego filmy, ale i tych nie obejrzałam z pełną świadomością, nie analizując ich szczegółów. O wystawie dowiedziałam się od znajomych, a że już wybrałyśmy się do Krakowa, uczyniłyśmy z wystawy o Kubricku kolejny punkt programu. I to kolejny piękny dowód na sens promocji sztuki. Na wystawie w ciągu godziny dowiesz się więcej niż cały dzień czytając książkę. Jejku, i jeszcze jak wspaniale można ją zaaranżować! Ile możliwości! Nie będę jednak grafikiem, jak będę już poważna i zdobędę należytą wiedzę, to zostanę kuratorem. ;-) 

niedziela, 7 września 2014

MOCAK, manifest polskiej sztuki współczesnej




Wyprawa do Krakowa była odkładana już długo. Jednak do każdego miasta trzeba się wybrać samopas, świadomie, że się w tym mieście jest i chce się je spenetrować. Tym razem zwiedzanie wypadło wprost niesamowicie bezproblemowo - MOCAK, Muzeum Narodowe, Stare miasto i tani nocleg - wszędzie dojeżdżał wygodny (teraz Łodzi czerwienią się uszy!) tramwaj z numerem 20. Pierwszy przystanek, Mocak.

środa, 27 lutego 2013

latająca maszyna - polska animacja poklatkowa


Korzystając z faktu, że mój napięty plan zajęć przerywany jest w tym tygodniu spotkaniami tylko organizacyjnymi  wybrałam się wczoraj do łódzkiego muzeum kinematografii - we wtorki umożliwiającego darmowe wejścia. Oprócz bardzo ciekawej stałej ekspozycji, którą warto zobaczyć ze względu na mnóstwo naprawdę ciekawych plakatów filmowych, animacje prezentowane na monitorach udostępnione do oglądania czy fotoplastikon, znajduje się tam wystawa składająca ze scenografii polskiego filmu animowanego Latająca Maszyna, wykorzystującego technikę poklatkowej animacji. Scenografia z muzeum niezmiernie mi się podobała, uzmysławiała, jak wielkim i misternie dopracowanym przedsięwzięciem jest konstrukcja takiego filmu.

Jednak szczerze mówiąc, o Latającej maszynie słyszałam pierwszy raz, chociaż teraz szukając informacji na jego temat, odnoszę wrażenie, że był dosyć szeroko promowany. Posiada własną stronę internetową, własny make of na Youtube. Zainspirowana natychmiast po powrocie zasiadłam do oglądania. No i tutaj ciężko mi ocenić, czy mi się podobał. Film okazał się tylko w części animacją, a w części filmem familijnym, kręconym normalnym sposobem. Realizowany w ogromnej koprodukcji obejmującej Chiny, Indie, Norwegię, Polskę i Wielką Brytanię, został nagrany po angielsku. Dostępna w Polsce wersja to wersja filmu z dubbingiem, a każdy wie, jak ogląda się na ekranie aktorów z podłożonym głosem... Był jednak konieczny ze względu na najmłodsze grono odbiorców - które nie mogły by nadążyć z czytaniem napisów. Lecz błędy występują także na poziomie scenariusza. Historia jest jakaś sztuczna - za bardzo nastawiona na edukacyjny charakter. Film był realizowany na rocznicę urodzin Chopina i wykorzystuje jego muzykę w filmie. Moim zdaniem to wystarczająca, subtelna, ale wyrazista promocja. Autorzy jednak na życiu Chopina opierają całą fabułę filmu - dzieci czytają informacje o jego życiu, wędrując jego ścieżkami. Ich podróż coraz bardziej przypomina szkolną wycieczkę, tylko w bardzo abstrakcyjnych warunkach. Latająca Maszyna miała być na pewno filmem realizowanym z rozmachem. Twórcy do realizacji filmu angażują nawet prawdziwego Lang Langa - chińskiego pianistę, specjalizującego się w muzyce Chopinowskiej. Jednak ten eksperyment także średnio się udał w przypadku scen, w których Lang Lang zaczyna być aktorem. Jest nienaturalny, nie przemawia - w końcu trudno wymagać tego od pianisty. Chociaż swoją drogą Lang Lang nie wyróżnia się jakoś wśród reszty postaci - mamy i ich dwójki dzieci. Nikt chyba nie jest tutaj przekonywujący, niestety. Podsumowując więc tą nie-animowaną część Latającej Maszyny - produkcja naprawdę się nie udała... Szkoda, bo całkowicie zaprzepaszcza majstersztyk fragmentu animacji!

Poklatkowa technika to powtórzenie doświadczenia z krótkometrażowego filmu animowanego Piotruś i Wilk tych samych twórców. Ten, tak wszystkich zaskoczył sposobem wykonania, że został nagrodzony Oscarem - jeden z nielicznych (jedyny?) Oscar dla polskiego filmu. Realizacja filmu w taki sposób jest naprawdę niezwykłą sprawą. Potrzeba 24 klatek - 24 zdjęć lalek w określonej scenografii do zrealizowania 1 sekundy filmu, tak, aby zachowała płynność.

W Latającej Maszynie animacja jest  lepiej zrealizowana niż w przypadku Piotrusia. Porównując obie produkcje obie produkcje (mowa o historiach przedstawionych animacją), Maszyna jest dużo cieplejsza i bardziej niesamowita. Wspaniałe makiety Paryżu, Londynu i Warszawy, niezwykły sposób budowy latającej maszyny, sama historia z animacji - jest dużo lepiej przygotowana niż w pierwszej produkcji. W końcu Piotruś i Wilk to był pomysł, eksperyment realizacyjny. W Latającej Maszynie autorzy wykorzystali to, czego nauczyli się już wcześniej i to bardzo dobrze.

 



U góry moje zdjęcia makiety z muzeum ^
Na dole print screen'y z filmu:




Ta niezwykłość szczegółów, którą zobaczyłam w makietach zaprezentowanych w muzeum i potem na ekranie naprawdę mnie zachwyciła. Dlatego tak bardzo ubolewam nad tak nieudaną częścią filmową Latającej Maszyny. Być może autorzy po zawrotnym oscarowym sukcesie, podjęli się zbyt trudnego zadania, stawiając na promocję filmu, a mniej uwagi poświęcając aktorskiej stronie realizacji? Może zbyt pośpieszono się również z pisaniem scenariusza?Mimo wszystko zapraszam do obejrzenia choć pierwszej połowy filmu, w której możemy oglądać "część kukiełkową", zapraszam też do łódzkiego muzeum. Naprawdę warto to samemu zobaczyć, choćby dlatego, aby stwierdzić, że w Polsce naprawdę realizowane były nietypowe i oryginalne projekty animacyjne.  


PS Zainteresowanych techniką poklatkową odsyłam do make of, o którym wspominałam na początku! ;)

środa, 13 lutego 2013

ms2 - relacja zupełnie wrażeniowa



W końcu dotarłam na wystawę w łódzkim muzeum sztuki współczesnej ms2 przy Manufakturze. Trwa już od grudnia i jest o niej dość głośno, lecz trudno się dziwić: Wystawa jest bardzo starannie przygotowana i dobrze zaopatrzona. Przede wszystkim znajdziemy tam naprawdę niecodziennych w Polsce artystów. Picasso, Warhol, Klee. A obok tego nasz Strzemiński, Wróblewski, Witkacy.


Mi podobało się bardzo! Jednak przez całą wizytę pobrzmiewają gdzieś pytania czym jest współczesna sztuka i na czym polega jej piękno? kto jest artystą, kto prowokatorem? Najbardziej wartościowe pozycje wystawy - obrazy Picassa - Głowa kobiety i Głowa Palacza, pozostawiają naprawdę dużo wątpliwości u przeciętnego odbiorcy. Przypadkowe linie, geometryczne figury, niczego nieprzypominające poza rysunkiem dziecka - czasem ciężko zgodzić się z ich artyzmem i to jest naprawdę zrozumiałe. I przez pryzmat takich abstrakcji definiowana jest cała współczesna sztuka. Kropki, kreski, kwadraty - z tego żartujemy i przytaczamy anegdoty o wielkich współczesnych artystach, których prace "też bym mógł namalować tak samo". Jednak po takich wystawach jak ta w ms2, widać że sztuka współczesna, też już się trochę pozmieniała. Kropki i kreski były prawdziwą sztuką dla Picassa i Cezanne ponieważ łamały stereotypy twórcy i sprzeciwiały się światu. Lecz to jest ich wkład w sztukę, nie do powtórzenia teraz, gdy znamy już kropki i kreski na płótnie. Te najbardziej abstrakcyjne eksponaty w muzeum, przedstawiające zestaw kropek na biały płótnie to prace tworzone w pierszym okresie rozkwitu nowej sztuki - szukania nowego oblicza sztuki po wojnie. Teraz sztuka znów zaczyna coś przedstawiać, aby mogła zostać uznana. Sztuka teraz to niesamowite wykorzystanie wiedzy z zakresu techniki i psychologii. Filmy, fotografia, dźwięk to wszystko teraz tworzy obraz, rzeźby ze sztucznych tworzyw, dokładnie dopracowane, instalacje z pogranicza designu. Sztuka współczesna kręci się wokół człowieka. Nie wszystkie pozycje do nas przemówią - i to jest pewne. Należy jednak okazać trochę wyrozumiałości i dać się sztuce zanalizować. Może jednak do czegoś nas to doprowadzi? ;)






       
       


          



















czwartek, 31 stycznia 2013

Od pomysłu do realizacji - Plakaty Michała Batorego


Michał Batory. Jego prace dla wydawnictwa Wieża Babel rozpoznawałam bez zawahania, jego nazwisko okazało się, że nie od razu. Informacja o wystawie jego prac w łódzkim muzeum nie od razu dotarła do mojej świadomości, dopiero sugestywny plakat z okładki Jedenastu minut uzmysłowił mi jej atrakcyjność. Z postanowieniem w odszukaniu wystawy, zdecydowałam się na kolejne odkrycie łodzi kulturalnej i wyruszyłam na ulicę milionową.


Muzeum włókiennictwa nie wydawało mi się wcześniej jakoś atrakcyjnym miejscem, nazwa kojarzy mi się zbyt z przemysłową częścią fabrycznej historii miasta. A zupełnie błędnie! Naprawdę to bardzo dobrze przygotowana placówka. Spokojnie udowadnia że ms2 przy Maufakturze nie jest jedynym wartym zobaczenia muzeum, jeżeli chodzi o sztukę. Łódź ostatnimi czasy stara się przecież bardzo żeby zasłużyć na miano Łodzi kreatywnej. O wystawie Batorego mówi się dlatego bardzo dużo, znalazłam także wywiad z autorem, Łodzianinem. Sam wywiad nie zachęcił mnie jednak jakoś bardzo, Michał Batory za bardzo zdradza swoją zagraniczność. Lecz trudno mu się dziwić, nie ma co spierać się o możliwość normalnego rozwoju twórczego jaki daje szeroko pojęty Zachód, porównując z polskimi perspektywami.


Wracając jednak. Wystawa jest naprawdę bardzo dobrze przygotowana. Jest to zasługą zapewne życzliwości Michała Batorego dla, bądź co bądź, jego rodzinnego miasta. Znajdujemy tu blisko 80 plakatów dużego,  prawie 100 plakatów małego formatu, warsztat pracy artysty i prawdziwe źródło inspiracji. Każdy plakat to odrębny pomysł, niebanalny, intrygujący, przykuwający uwagę, prowokujący. Wszystkie inne, lecz jednak styl Batorego po pewnym czasie staje się rozpoznawalny. Proste grafiki, najczęściej powstające z połączenia dwóch przedmiotów, pozornie niepasujących do siebie, lecz ułożonych w sposób czytelnie kojarzący się z sugerowaną tematyką. Dominują czcionki proste, podobne do siebie, czytelne, ułożone jednak w konkretnie przemyślany sposób. Wystawa znajduje się w muzeum włókiennictwa i trwa do 20 lutego, warto się jeszcze wybrać! 

Plakaty i Obiekty, Michał Batory
Centralne Muzeum Włókiennictwa

U góry jedyne zdjęcie mojego autorstwa. Plakaty niżej odszukane po powrocie w internecie, przykładowe te które są dostępne do zobaczenia w kolekcji muzeum.