Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warszawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warszawa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 października 2014

Muzeum techniki, czyli gdzie w Polsce można zobaczyć historię wzornictwa przemysłowego



Ostatnio nieco przypadkiem wybrałam się do Muzeum Techniki. Do pociągu z Warszawy Centralnej zostały dwie godziny, a muzeum pod nosem. Nie oczekiwałam zbyt wiele - ale na przekór wątpliwościom znalazłam mnóstwo pięknych rzeczy. Muzeum techniki trochę przypadkowo zabrało mnie na niezłą podróż po historii dizajnu, co w Polsce jest jeszcze dość niespotykane.

piątek, 15 lutego 2013

Nędznicy i Kochankowie z Księżyca - emocjonalne wrażenia po projekcjach




Ostatnio tak szybko się przemieszczam między Łodzią, Warszawą i domem, że nie nadążam komentować swoich wszystkich spostrzeżeń, a te akurat gromadzą się w mojej głowie nieustannie. :)


Po pierwsze: doszło już do mojego spotkania z Nędznikami. Produkcja należy do naprawdę bardzo dobrze dopracowanych i przemyślanych pod każdym względem. Mimo tego, że tak dużo się mówiło o ich muzycznym charakterze, byłam zaskoczona, że każdy dialog został zastąpiony kwestiami śpiewanymi! Spodziewałam się jedynie piosenek - tak jak to jest przewidywalne w musicalu. Pierwsza dezorientacja - bo nie często widzi się na ekranie - tak jak tu w pierwszej scenie strażnika i więźnia, wyśpiewujących sobie komendy i uwagi - po chwili mija i stopniowo przyzwyczajamy się do śpiewu naszych bohaterów. Największe wrażenie zrobiły na mnie piosenki - choć nie wiem na ile kieruje się tu merytoryczną oceną warsztatu, a na ile po prostu moim kobiecym charakterem, który rozemocjonował się do łez zarówno przy I Dreamed a Dream, jak i piosence, śpiewanej przez odrzuconą i niekochaną Eponine. Nędznicy potrafią wzruszyć i mają jeden czytelnie postawiony cel, ich fabuła wcale nie jest skomplikowana. To film, który ma za zadanie obudzić piękno, dobro, miłość, o które warto walczyć zawsze i robi to bardzo czytelnie. Tu nie należy spodziewać się zaskoczenia.


Obejrzałam już także Kochanków z Księżyca, o których pisałam już w poście Och! Film Festiwal. Po zobaczeniu jednak uznaję absolutną wyższość tytułu oryginalnego Moonrise Kingdom, który ma swoje poważne uzasadnienie w filmie, polski odpowiednik - to już bardziej przypływ inwencji twórczej tłumacza, jak to się czasem u nas zdarza ;)
 i tego właśnie będę używać. Film zdecydowanie niespotykany i intrygujący, lecz ma w sobie coś z filmu surrealistecznego, który może wydawać się niektórym infantylny. Jednak bezsprzecznie największe wrażenie robi przestrzeń wykreowana w sposób fantastyczny, precyzyjnie dopasowując każdy element i budując krajobraz dla typowego, wymarzonego świata dzieciństwa. Bardzo ciekawą recenzję przeczytałam dzisiaj tutaj, zapraszam, na pewno dużo bardziej dokładne spojrzenie niż opisane tutaj przeze mnie!




Dodatkowo, wizyta w walentynkowej warszawie, zaowocowała jeszcze jedną rzeczą:  zaopatrzyłam się znów w moje czasopisma, przez które zbankrutowałabym, gdyby nie kiermasze przedawnionych numerów :) Wróciłam z dwoma wydaniami 2+3d z zeszłego roku i jednym K Magiem, no i całą stertą ulotek teatralnych z Biblioteki Uniwersyteckiej UW - nie wiem, czemu mam taką słabość do ich gromadzenia!






czwartek, 31 stycznia 2013

Dzienniki

Przedstawienie wytropione, wypatrzone, wyczekane. Przypadkowo data spektaklu wypadła w rocznicę stanu wojennego, moja wyprawa do stolicy zyskała więc atmosferę czegoś nietypowego, przełomowego, czy  nawet kontrowersyjnego. Zakłócony ruch autobusów i uliczne pochody białoczerwonych flag na zaśnieżonych ulicach budowały krajobraz mroźnego wieczoru. Z Placu Trzech Krzyży skręt w lewo do teatru Imka. Na lekcję polskości u Gombrowicza.



Adaptacja Dzienników była bardzo ambitnym zadaniem, a Imka poradziła sobie z nim znakomicie. Przedstawienie z całą konsekwencją przekazuje gombrowiczowskie tezy, podzielone na tematy, czytelne w przekazie, przedstawione w awangardowy sposób, zmusza do myślenia. Nie ma jednego Gombrowicza – wszyscy nim jesteśmy – to są refleksje o świecie, który nas otacza. Taka teza czytelnie dociera ze sceny od pierwszych chwil. Przedstawienie wplata widzów w sieć refleksji o nich samych, o Polsce, Bogu, sztuce, prawdzie i fałszu. Brak scenografii zastępuje tu obecny przez cały czas temat poruszania się – na wszystkie możliwe sposoby  - od spaceru po jazdę na fotelach na kółkach. Dzięki niemu spektakl tworzy zwarte, dokładnie przemyślane widowisko. Mimo wszystko jednak przedstawienie nie dla każdego - oparte na długich, często skomplikowanych kwestiach, pozbawione wszelkich elementów dekoracyjnych, może chwilami nużyć lub irytować. Broni się jednak niezrównaną grą aktorską, którą doceni absolutnie każdy. Piotr Adamczyk, Magdalena Cielecka, - wszyscy w tym spektaklu monologów mają tak samo istotne role i wszystko, co chcą przekazać wyrażają całym swoim ciałem, głosem, ruchem, gestem, mimiką. Intelektualny zastrzyk poglądów dotrze nawet do najbardziej zamkniętych umysłów.

 

Graficzna wizualizacja Dzienników? Tworzona wg określonego pomysłu. Maska z gazety oddaje tu uniwersalność i ponadczasowość przekazu Gombrowicza i myślę, że to było najistotniejszym przekazem podczas tworzeniu plakatu. Myślę, że jednak jest to skojarzenia bardzo oczywiste i plakat Imki nie jest tak odkrywczy i oryginalny jak ich przedstawienie. Zastanawiając się nad tym zestawiłam większość pomysłów graficznych przedstawień wydań dzienników, lecz i tutaj nie znalazłam wybijającego się wśród innych pomysłu. Doszłam do wniosku, że najważniejszą cechą, którą zresztą znajduję we wszystkich propozycjach był minimalizm. I to zostało zachowane.
najnowsza propozycja wydania, obecnie znajdowana w księgarniach.
Wyd. Literackie
Jedno z wcześniejszych polskich wydań. To moje osobiste zdanie, lecz nie znajduje żadnego uzasadnienia dla użycia różowego koloru!
Wydanie starsze, jedno z tych które mi się spodobały/

Wydanie angielskie nakład Yale University Press, Najciekawsza chyba z propozycji okładkowych Dzienników,  przedstawia jakiś oddzielny pomsył

W końcu logo festiwalu Gombrowiczowskiego, ten oceniony przeze mnie jednoznacznie na plus!


Kończąc moje mozolne rozważania, umieszczam jeszcze Gombrowicza. Polecam bardzo wszystkim Dzienniki, jeśli nie w całości to choć fragmentarycznie!  ;)

Wszak sztuka dzieje się między żywymi, konkretnymi ludźmi – a więc niedoskonałymi. Roi się dziś od stylów, które nudzą – które męczą – które wyciągają flaki – ponieważ są tworem intelektualnej recepty, dziełem ludzi nietowarzyskich i po prostu źle wychowanych. Celować słowem w ludzi a nie w teorie, w ludzi a nie w sztukę.
Dziennik, 1954