Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 kwietnia 2013

Everybody DOES have a twin!



Dziś bardzo krótko :> 

Ostatnio przybywając więcej na mieście w godzinach szczytu poznaje stopniowo co znaczy pośpiech "szarego tłumu". Migawki tramwajowe, twarze, ręce w górze trzymające poręczy w autobusach, dziesiątki czekających na zielone światło, by po chwili zalać biegiem ulicę. Wiem, że mieszkam w Łodzi już naprawdę długo, ale do tej pory całe dnie musiałam spędzać na uczelni, Łódź poznawałam wieczorami lub często rano. Nie jest to jednak melancholijny obraz, lecz jak zwykle punkt wyjścia do refleksji. Spotykając przypadkowe twarze w takich ilościach co druga wydawała mi się znajoma. Oczywiście to nie byli moi znajomi, ale przypominali mi osoby, tak przypadkowe, że tylko mój mózg mógł przywołać sobie takie skojarzenia. Takie są konsekwencje życie z minusową wadą na obu oczach! 0,5 to wartość zbyt mała, żeby nosić okulary przez cały czas, ale jednak odbija się na tym co i jak widzimy. Lecz może to nie tylko kwestia wzroku? 

Oczekując na Fotofestiwal - trzecie z najważniejszych festiwali łódzkich, polubiłam go na Facebooku, aby ten okres ciekawego czekania (wcześniej nie byłam jeszcze na Fotofestiwalu) jakoś urozmaicić newsami o przygotowaniach. (Współczesna logika... :P) I kiedyś, kiedyś opublikowali ciekawostkę opatrzoną tytułem: Każdy ma swojego brata bliźniaka. Sesja fotograficzna była naprawdę pomysłowa i dobrze zrobiona. Taki dowód na podobieństwo naszej "rasy". Jesteśmy wszyscy podobni, wszyscy chcemy się cieszyć, realizować, spać, jeść....













Patrzmy, patrzmy... Może trafimy gdzieś na siebie :) Wiem, że taka refleksja jest bardzo umowna, rola fotografii jest tutaj ogromna. Bohaterowie zdjęcia są ubrani tak samo lub podobnie, uczesani tak samo lub podobnie. Fakty są jednak takie, że naprawdę co chwilę obca osoba, jakiś jest gest, mimika przypomina mi coś co widziałam już wcześniej. Tak chyba jesteśmy zaprogramowani. A i teraz wspólnie już czekamy na Fotofestiwal, już za miesiąc! Tymczasem dzisiaj w Łodzi otwarcie ms1. Po sukcesie ms2 spodziewam się bardzo dobrej placówki. Zainteresowanych zapraszamy wernisaż 18:00 przy ul. Więckowskiego 36. :>




środa, 10 kwietnia 2013

SWAP-ujmy!


Wszystkie swapowe zdjęcia autorstwa Jadzi Lenart.

W piątek doszło do realizacji mojej drugiej wydziałowej akcji, o której też już wspominałam [tutaj], przygotowując plakat. Zorganizowany SWAP - Bezgotówkowa wymiana odzieży, udała się bardzo dobrze! Dużo osób przyszło, przyniosło ubrania, doszło do naprawdę bardzo wielu wymian. Słowem - inicjatywa naprawdę okazała się trafna. Wymiany to bardzo prosta transakcja. Coś już tobie niepotrzebne, może podobać się komuś innemu. Ja widzę same plusy! Potrzeba ją tylko trochę spopularyzować. Bo w Polsce ciągle boimy się takich zamian. Przed SWAPem robiłyśmy przegląd podobnych imprez i wcale nie było ich dużo - przynajmniej nie były dobrze rozgłośnione. Najwięcej swapowych akcji dotyczyło ubrań dziecięcych - i tutaj nie trudno się dziwić. Dzieci rosną szybko, nie zdążając nawet ponosić dłużej niektórych ubrań. Ale wymiany odzieży dla dorosłych może być naprawdę korzystne. Osoby, które wymieniły się w piątek były naprawdę zadowolone - za niepotrzebną rzecz, znalazły sobie coś po prostu nowego do ich szafy - a to zawsze jakoś sprawia przyjemność.

 
Moje projekty ulotek


Lecz nawet nie o ubrania mi chodzi. Prawdziwą oszczędnością i bezapelacyjnym sukcesem społecznym byłaby wymiana wyposażenia domowego. Na Zachodzie do niedawna jeszcze takie rzeczy były naprawdę popularne. W poprzednie wakacje miesiąc spędziłam w Holandii, w niewielkim miasteczku. Jednego dnia tygodnia mieszkańcy osiedla wynosili niepotrzebne im stare rzeczy - spotykałam meble, rowery, nawet wentylator powietrza. Inni przechodzili oglądali i zabierali, gdy uznali coś za przydane. Teraz "wystawki" częściej ustępują miejsca serwisom internetowym, ale wymiana rzeczy ciągle jest bardzo popularna  Mieszkanie mojego holenderskiego kuzyna w połowie wyposażone jest oddanymi przez kogoś rzeczami. Gdy zaplanuje przeprowadzkę lub będzie chciał kupić coś lepszego - odda swoje kanapy z powrotem komuś innemu w ten sam sposób w jaki je dostał. Czy nie jest to absolutnie logiczne i korzystne dla wszystkich? Niestety, w Polsce zawsze będą problemy z taką sytuacją. Zawsze niepewny swego Polak nie będzie chciał oddać czegoś za darmo, będzie to dla niego stratą finansową. Będzie trzymał niepotrzebne łóżko, stos szafek i materace na strychu ale nie odda ich na wzór tych zachodnich społeczeństw. Problem jest także po drugiej stronie: gdy inny Polak zobaczy za darmo do wzięcia ładny komplet mebli, potraktuje to jako dobry interes i od razu podejmie próbę sprzedaży. Mimo że nie mam pojęcia o tych czasach sprzed 20 lat, mam wrażenie że nasza mentalność jest tak bardzo ukształtowana przez komunizm i strach przed brakiem posiadania, że jest wiele lat dzieli nas zanim uwierzymy w możliwość stabilnego dobrobytu.





Trochę chyba za daleko odbiegłam myślami. Wymiana wyposażenia nie może być przecież parametrem, na podstawie którego określam polską mentalność. A może o tylko małomiasteczkowe obserwacje... Do wymian - prostszych i bardziej codziennych - dochodzi przecież coraz częściej. Ostatnio dowiedziałam się o stronie thingo.pl i jestem przekonana, że będę jednym z najwierniejszych użytkowników. Platforma wymiany dóbr i usług - informują na samej górze strony. Absolutna swoboda wymienianych przedmiotów, pozwala na elastyczność i maksymalnie zwiększa asortyment. Faktycznie, rzeczy są tutaj naprawdę różne, a także często gdzie indziej po prostu nie osiągalne - jak przedmioty vintage, które komuś już się znudziły, nie pasują do wnętrz. Zachęcam do poszukiwań, są i magazyny, i ciasta, ubrania, zegarki, książki, dosłownie wszystko, nawet po budkę telefoniczną. I może traficie na jakieś moje rzeczy... ;)

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

wielkanoc


Łatwo można odgadnąć powód mojej nieobecności na blogu. Święta Wielkiej Nocy to wydarzenie powszechnie znane :) Dodatkowo przeze mnie i moją rodzinę obchodzone tak pieczołowicie jak te bożonarodzeniowe. Mnie Wielkanoc wydają się nawet ważniejsza i bardziej oczekiwana. Boże narodzenie zawsze przychodzi szybko, nie zdążę zauważyć jak minie cała jesień, zawsze bogata w nowe wydarzenia, rozpoczynająca nowy "sezon naukowy". Do Wielkanocy odliczam dłużej.  Jest pozbawiona tej powagi wigilijnego wieczoru, lecz bardziej radosna i żywa. Nie będę licytować świąt, bo otwarcie przyznaje, że bez obu nie potrafiłabym odnaleźć się w porządku roku. Zbyt przesiąknięta jestem ich religijnością, atmosferą i zbyt przywiązana do rodzinnych spędów. jak co roku obiecywałam sobie produkcję dodatków wielkanocnych, przecież to bardzo dobra okazja do wymyślania pomysłowych ozdobnych akcesoriów. Nie wykonałam wszystkiego tak estetycznie jak to kiedyś sobie planowałam, głównie zachwycając się blogiem Sztuki niepoważnej, który śledzę już długi czas. Do wzdychania i po inspiracje odsyłam tam!

  









Z czystym sumieniem na czas świąt odkładam na bok prace do zrobienia na uczelnie, nie pozwalam sobie jednak na rezygnację z kulturalnego rozwoju ;) W dzisiejsze popołudnie powtórzyłam Wszystko jest iluminacją - film ciepły, zabawny i mądry. Już po pierwszym obejrzeniu zachwyciłam tą wydawałoby się  lekką komedią dotykającą tak wielu problemów:  rozliczenia się z przeszłością, wojną, prześladowaniem, uprzedzeniami i stereotypami, opowiadającą o kontaktach międzyludzkich, relacjach z bliskimi, o różnicach  kulturowych i mentalnych między Zachodem a Wschodem. To wszystko wśród zachwycających pejzaży Ukrainy, z świetnie dobraną muzyką w tle. Akcja toczy się sprawnie, historia zaskakuje i wciąga, klimat czaruje. Dodatkowo, skłania do refleksji - może jednak wszystko jest iluminacją? :) Film zdecydowanie polecam.


 Następne w kolejce to pozycje z listy "do nadrobienia" Django, Weekend z królem, Życie Pi. Do czytania dużo niedokładnie przeglądanych magazynów: Kino, Chimera, Kalejdoskop oraz w końcu okazyjnie zamówione Szkice piórkiem Andrzeja Bobkowskiego. A ja wszystkim życzę Radosnych Świąt!

odsyłam:
http://andrzej-bobkowski.pl/tworczosc/Szkice-Piorkiem
zdjęcia własne, kadr z filmu- filmweb.


poniedziałek, 18 marca 2013

Sztuka spojrzenia - Przegląd twórczości Józefa Czapskiego



Kiedyś jeszcze za czasów nauki poskiego trafiło mi się zadanie zanalizować twórczość jednego z polskich współczesnych malarzy. Do wyboru było kilu wśród nich także Józef Czapski. Nie słyszałam o nim wcześniej, raczej z góry odrzuciłam jego "kandydaturę" do mojej pracy. Jednak po kilku nieudanych próbach analizy twórczości innych, poszukałam w internecie także o nim. Znalazłam nie obrazy, ale fragmenty jego dzienników Wyrwane Strony. Zaczęłam czytać i dopiero wtedy odkryłam malarstwo. To nie była dla niego sztuka dla sztuki, dla doskonalenia umiejętności. Malarstwo Czapskiego jest jak jego drugi dziennik, album fotograficzny z dni, z życia, z codzienności. Trafiłam na prezentacje w której cytowałam w niebezpiecznych aż ilościach Wyrwane Strony. Postanowiłam zespolić obraz i tekst i umieścić tutaj. Krótki rejestr kadrów z życia!















Postać Józefa Czapskiego (1896-1993) zainteresowała mnie swoją wszechstronnością – malarz, pisarz, eseista. Uwagę zwraca też dramatyczna biografia: udział w wojnie polsko – bolszewickiej, order Virtuti Militari, studia w Petersburgu. W czasie II Wojny Światowej więziony w łagrach sowieckich. Swoje prace malarskie wystawiał na całym świecie, publikował w różnych językach. W Polsce jego twórczość została w pełni udostępniona dopiero po 1989 roku. Jego malarstwo pełne prostoty, koloru, zaskakujące perspektywą spojrzenia.

Po połączeniu z dramatyczną biografią Czapski staje się postacią co najmniej fascynującą. Jego twórczość literacka często bywa wyżej oceniana niż malarska. Istnieją one jednak
nierozdzielnie i wspólnie uczą odbiorcę spojrzenia, bystrego czujnego zobaczenia obok nas otoczenia, piękna krajobrazu, wreszcie – drugiego człowieka. Sztuka spojrzenia!




czwartek, 14 marca 2013

karmniki, budki, domki - design na wiosnę


Ostatnio na spacerze szukając bezskutecznie wiosny po mroźnych, zaśnieżonych (zupełnie niezrozumiale!) łódzkich ulicach, zawędrowałam ostatecznie do jednego z najbardziej inspirujących sklepów w pobliżu mnie -TK Maxx. Choć chodzi w nim głównie o ubrania - końcówki kolekcji wyciągnięte spod ręki projektantów, mnie najbardziej interesuje strona z rzeczami domowymi. Zawsze znajdzie się coś pomysłowego.

I tym razem się nie zawiodłam. Najciekawszą z prezentowanych przedmiotów były domki dla ptaszków, cała półka karmników o przeróżnych kształtach, wzorach, wykonana w różny sposób. Oto te, które udało mi się sfotografować, było ich tam jeszcze więcej!






Zainspirowana po powrocie zajęłam się wyszukiwaniem co bardziej interesujących domków. Pomysły prezentuje, może ktoś spróbuje wykonać!