Filmów jest wiele. Komedie, dramaty, animacje, dokumentalne, sensacyjne... Mamy też filmy krótkometrażowe, choć często właśnie tych brakuje w wyliczankach gatunków. Sama przecież potrafię policzyć ile filmów krótkometrażowych znam w proporcji do pozostałych. Rachunek nie jest zaskoczeniem.
Kinematografia krótkometrażowa bywa pomijana, stawiana niżej od "prawdziwego kina". Jak wytłumaczyć ten absolutny brak popularyzacji tego gatunku? Przecież nie chodzi tutaj o niską jakość. Może to kwestia bardziej komercyjna? Krótkometrażowych filmów trzeba szukać na Youtube, nigdzie indziej nie są wyświetlane - no chyba, że okazjonalnie. Nie są grane w kinach. Może jest na to jakieś wytłumaczenie: współcześnie i tak chodzimy do kina rzadziej niż kiedyś, a jak ktoś wybiera się już na takie przedsięwzięcie to chce zapewnić sobie rozrywkę na ten optymalny seans półtora godzinny. Wycieczka do kina w celu obejrzenia 20 minut krótkometrażowego filmu mogła by się nie sprawdzić pod względem ekonomicznym. Ale czemu duże sieci kinowe nie zorganizują choć raz na jakiś czas maratonu filmów krótkometrażowych? Aby przekonać się, że moje sądy nie są niczym niepodparte poszukałam w Google. Taki maraton znalazłam tylko w kinie Nowe Horyzonty we Wrocławiu, ale to kino o zupełnie innej kategorii. Znane jest z popularyzacji filmów studyjnych, na wysokim poziomie i organizowanego letniego festiwalu filmowego z telebimem na środku wrocławskiego Starego Rynku.
Brak filmów krótkometrażowych w kinach można jakoś uargumentować Ale czemu w ogóle nie ma ich w telewizji? Przecież nie może chodzić o antenowy czas: niektóre krótkometrażowe dzieła sztuki trwają tyle, co reklamy pomiędzy programami. Wiadomo, że Telewizja nie pozwoli sobie na taką stratę (materialną...) nie emitując seriali o nieskończonej oglądalności, lecz mogłaby chociaż zrezygnować z jakiś powtórek i wyświetlać np. raz w tygodniu krótkometrażowe filmy. Uważam, że te są stworzone dla telewizji - w jej pierwotnym, ideowym przekazie. Nie mamy czasu często oglądać przypadkowych filmów w telewizji, nieporównywalnie wygodniej jest zaopatrzyć w nie swój komputer i wyświetlić o wybranej porze. A 20 minut filmowej przerwy to naprawdę optymalny czas. Wiadomo, je też można znaleźć w Internecie, chodzi tu jednak o coś jeszcze - popularyzację. Znajdę ten film, jeżeli o nim usłyszę i to jest prawda.
Tak dokładnie rozrysowując potrzebę mówienia o krótkometrażowej twórczości zdradzę co mnie skłoniło do tych wszystkich przemyśleń. Siostra pokazała mi Most. Bardzo ciepły, wrażliwy film, pełen dramatyzmu i optymizmu jednocześnie. Historia jednowątkowa i krótka, na co pozwala 20 minut filmu. Dużo tu muzyki i to także jest jedną z cech filmów krótkometrażowych. Przypomniałam sobie o "krótkiej" kinematografii i zobaczyłam w nich funkcję opowiadania w literaturze.
Dalej, do ostatnich oglądanych przeze mnie krótkometrażowych filmów należał Paperman - wyjątek, który dzięki promocji Disneya, jest znany i rozpoznawalny. Ale komercyjny sukces nie przeszkadza absolutnie składać gratulacje za świetne wykonanie i aż rozczulającą od optymizmu historię. Po obejrzeniu prześladowała mnie myśl, czemu krótkometrażowe filmy animowane nie mogą być wyświetlane jako wieczorynki? Przecież i długość i jednowątkowość się zgadza. Wytłumaczenia nie znajduję.
Obok Papermana w repertuarze dobranocek mógłby się znaleźć jeszcze Kinematograf - bajka mądra, oparta na biografii, o bardzo miłej animacji. Pewnie w ogóle bym nigdy na nią nie wpadła, gdyby nie to, że wyświetlano ją w Muzeum Kinematografii.

Wcześniejszy animowany film krókometrażowy, który oglądałam to Piotruś i Wilk. Pisałam już o nim obszernie w poście Polska animacja poklatkowa. Chociaż mi się podobało, tu chodzi bardziej o niezwykłość techniki i oryginalność, bardziej dla koneserów niż dzieci. (A może się mylę?)

Jeżeli jesteśmy przy technicznej doskonałości należy jednak wymienić świetne pozycje reżyserii Łukasza Bagińskiego. Katedra wręcz hipnotyzuje, lecz na wspomnienie zasłużyła jeszcze Animowana historia Polski. Choć gwiazdki Uni Europejskiej nad Warszawą można było sobie darować;), przejścia, jedna z moich ulubionych scen przedstawiających powietrzną bitwę o Anglię, wszystko jest świetnie dopracowane. Dodając przemyślaną funkcję już w pełni film zasługuje na obejrzenie!
Wracając jednak do poważniejszych, od których przecież zaczęłam, jeszcze jedną krótkometrażową opowieść kiedyś trafiłam. Przepraszam za powstał na podstawie wiersza. Zachęcam do odkrywania dalej! U mnie to dopiero początek...













Szkoda, że filmy krótkometrażowe nie są bardziej rozpowszechniane, sporo z nich jest cudownych ;)
OdpowiedzUsuńDokładnie tak!
UsuńNigdy jeszcze na blogach nie natknęłam się na post o filmach krótkometrażowych! W sumie sama nie pomyślałam o tym, żeby taki naskrobać;)
OdpowiedzUsuńTeż widziałam ich bardzo mało, odkrywam dosyć przypadkowo, natknę się na link, ktoś poleci przypadkiem, najgłośniej było oczywiście o Bagińskim - jego krótkometrażówki uwielbiam. Tak poza tym moje ulubione to "The Cat with Hands", "Logorama", "Harvie Crumpet", "The Fantastic Flying Books of Mr. Morris Lessmore", "Vincent" Burtona:)), "Wymiar dialogu". Urzekły mnie także krótkometrażowe polskie dreszczowce z lat 70, po 30 minut.
Bardzo Ci dziękuje za ten komentarz!! Właśnie o to mi chodziło żeby się podzielić znanymi tytułami filmów krótkometrażowych, dzięki Tobie wiem, jakich szukać do oglądania! ;)
UsuńBędę jeszcze jakiś ciekawych poszukiwać, wypadałoby obejrzeć te nominowane do Oscarów - zawsze krótkometrażówki-oskarówki, czy to z nagrodą, czy bez, spycham na dalszy plan i przeglądam tylko normalne filmy.
UsuńTak teraz patrzę na swojego Filmweba - zapomniałam jeszcze o "Kuzynie", "Millhaven", "The Man in the Lower-Left Hand Corner of the Photograph", "Domu z Małych Kostek", "Ścianach". Pewnie i tak krótciutko napiszę o nich jeszcze u siebie, nie chciałam wrzucać wszystkiego do jednego postu, bo za duży misz-masz by się zrobił. :)