Łowicz, Och Film Festiwal, koncert Waglewski Fisz Emade. Bardzo dobry koncert.
Waglewscy zaskoczyli mnie naprawdę dopracowanym występem. Dźwięk, repertuar, wykonania, światła, scenografia - wszystko ze sobą łączyło się w spójną całość i oddziaływało na publiczność. Artyści - sztukmistrze w swoim fachu, od pierwszej chwili.
Waglewscy to przykład zespołu rodzinnego. To trochę absurdalne, ale właśnie granie z rodziną jest w tym kraju w pewnym sensie... egzotyczne. Muzyka - jak każdy rodzaj artystycznego wyrazu powinien przecież wynikać z buntu, innego podejścia, łamania zasad, budowy dla siebie alternatywy. Jak więc coś tworzyć razem ze "starej daty" ojcem? Czysta abstrakcja! Waglewscy porządku nie burzą, a swoje miejsce bronią muzyką. Nie ma jednego wokalisty - śpiewa raz ojciec, raz jeden z synów. Nie ma więc tej osi, która sprawia że wokalista zespołu staje się jego gwiazdą - a muzycy - jedynie tłem. Zresztą były takie momenty, że na scenie nie było żadnego ze śpiewających, a główną rolę odgrywał właśnie dźwięk. I to wcale nie było powodem znudzenia!
Waglewscy uczą pokory. Nie chcą rewolucjonizować muzycznego świata i łamać zasad. Niosą natomiast swój kawałek bardzo dobrej muzyki najlepiej jak potrafią - dokładnie, pracowicie i konsekwentnie. Na ten koncert nie wstyd przyjść z rodzicami - a to nauczka nawet dla mnie, która (ARTYSTA zdecydowanie!) chodzę własnymi drogami i jeszcze jestem na etapie szukania szczęścia z daleka od domu... Pokory, pokory... A na co dzień - więcej radości i prostoty! - i takie jest przesłanie muzyki Waglewskich.
Waglewscy uczą pokory. Nie chcą rewolucjonizować muzycznego świata i łamać zasad. Niosą natomiast swój kawałek bardzo dobrej muzyki najlepiej jak potrafią - dokładnie, pracowicie i konsekwentnie. Na ten koncert nie wstyd przyjść z rodzicami - a to nauczka nawet dla mnie, która (ARTYSTA zdecydowanie!) chodzę własnymi drogami i jeszcze jestem na etapie szukania szczęścia z daleka od domu... Pokory, pokory... A na co dzień - więcej radości i prostoty! - i takie jest przesłanie muzyki Waglewskich.









Też często muzykuję z ojcem (ja gitara elektryczna, on - instrumenty klawiszowe) i wiem, że nie jest łatwo połączyć dwa pokolenia, dwa style grania.
OdpowiedzUsuńWaglewskiego strasznie lubię "z dawnych czasów"
Pozdrawiam :)
M.
Waglewscy. Fisz. Emade. Dlaczego mnie tam nie było?! ef i es zet, ponad chodnikami.
OdpowiedzUsuń