W dzisiejszej pooscarowej atmosferze pozostaje cały dzień w temacie filmu. Co do nagród - ja jestem zadowolona. Nie wszystkie nominacje zdążyłam obejrzeć, dlatego nie mogę być w pełni obiektywna, cieszę się tylko z nagrody dla Anne Hathaway za najlepszą rolę drugoplanową w Nędznikach, Miłość - najlepszy anglojęzyczny i Operacje Argo - najlepszy film z nominowanych. Te wybory uznaję za trafione!

Jeszcze jednego zwycięzcę honoruję z pełną świadomością uznając absolutną wygraną nad innymi - Anna Karenina odznaczona Oscarem za kostiumy. Oglądałam ten film wczoraj i od pierwszych scen byłam pewna jego zwycięstwa w tej kategorii! Wspaniale zrealizowana opowieść Lwa Tołstoja naprawdę stała się ważną propozycją współczesnego kina. Anna Karenina to historia księżnej, zakochującej się wbrew wszystkim normom i obyczajom bez pamięci w żołnierzu. Ot, typowa romantyczna historia miłości. Chociaż czy na pewno miłości?

Może zniewolenia przez dworską manierę i sumienie, może pożądania? Mimo jednak swojej powszechności tematyki, Anna Karenina to niezwykłe studium psychologiczne bohatera pomiędzy uczuciem a powinnością. Odważna, pełna, szczegółowa analiza sięga dalej niż wydaje się początkowo. Możemy się nie zgadzać z uczuciami i zachowaniami Kareniny. Jej miłość nie zawsze mnie wzruszała, a kochanek nie wydawał mi się przekonywujący. W swoich lekko niemodnych wąsach nie przypomina przystojnego amanta, dla którego to Karenina rezygnuje ze wszystkiego - męża, bezpiecznego domu, ukochanego syna, dobrego imienia, miłości i szacunku rodziny. Film jest jednak ekranizacją powieści i historia jest jedynie odtwarzana z kart zapisanych przez Lwa Tołstoja, fabularne kwestie nie podlegają więc dyskusji.
Natomiast absolutna niezwykłość tego filmu polega na jego realizacji - od początku do końca. Nie chodziło tutaj o realizm - scenografia, stroje, przejścia pomiędzy scenami tworzą tu uzupełnienie do odmalowywanego portretu psychologicznego bohaterów. Cały świat w którym żyją to życie marionetek uwięzionych przez konwenanse. Motyw theatrum mundi został ukazany wprost: Anna Karenina rozpoczyna się poprzez podniesienie do góry kurtyny. Oni wszyscy, książęta, damy dworu, kuzyni, matki, ojcowie - każdy z nich ma rozpisane od pokoleń role do wypełnienia. W filmie nie brakuje tych sugestii - pojawiają się prawdziwe marionetki, aktorzy nieruchomieją, by potem poruszać się w określony sposób, światło gaśnie, zapala się, pojawiają się najróżniejsze jego odcienie, centralne kadry stawiają nas oko w oko z aktorami bardzo często. Każda emocja ma tutaj miejsce na ujawnienie. A to wszystko we wspaniałej oprawie kostiumowej, od której nie można wręcz oderwać oczu. Obserwując tok akcji zastanawiamy się czy ten pełen przepychu świat to bajka czy koszmar.
Annę Kareninę warto zobaczyć. O Nędznikach opowiadałam to samo TUTAJ, opatrując komentarzem, że rzadko teraz ogląda się filmy, które tak wspaniale przenoszą w nas inną rzeczywistość. Teraz wycofuję to - widząc, że Karenina strojem i scenografią przebija Nędzników. Myślę, że realizacja zwróci uwagę każdego - nawet zdecydowanego przeciwnika romansowych tarapatów, znudzonego fabułą, nieporuszonego w najmniejszym stopniu tragedią kochanków, co przecież jest zupełnie dozwolone! ;) A Oscar za kostiumy zdecydowanie wpadł w dobre ręce.
zdjęcia: filmweb






























