Do czytania zabrałam się znając Cejrowskiego z jego programów telewizyjnych. W książce spodziewałam się znaleźć znajomą kompozycję reportażu dotyczącego życia Indian w jakimś konkretnym rejonie Ameryki Łacińskiej. Kiedy więc zrozumiałam, że to bardziej opowiadania, opisy krótkich epizodów, dialogów, pojedynczych spotkań niż reportaż z podróży byłam przez chwilę zdezorientowana. Cejrowski potraktował swoją książkę bardzo swobodnie. Autor gra w niej rolę absolutnie pierwszoplanową. Na początku uważałam, że to przeszkadza. Zdanie narratora jest tak silne, że ciężko cokolwiek samemu pomyśleć coś o opisywanym świecie, wyobrazić go sobie po swojemu. poznajemy go tylko z jednej strony. Myślałam, że otrzymam rzetelne fakty, informacje dotyczące przyrody, klimatu, obcej kultury, otrzymywałam jedynie żartobliwe historyjki i to z początku dotyczące w dużo większym stopniu samego autora i jego życia niż życia Indian!
Część swojej opinii zachowuje nadal, jednak po skończeniu czytania trzeba jednak uznać prawo autora do takich niefrasobliwych wypowiedzi. Po prostu zrozumiałam, że to bardziej pamiętnik, dziennik z myślami, no i trzeba przyznać, że jedynie dzięki temu bardziej niż rzetelne książki podróżnicze nakreśla (zupełnie w tej kwestii zielonym) Europejczykom daleki, dziki świat. Właśnie dzięki opowiastkom Cejrowskiego czyta się dobrze, często rozśmiesza, może irytować ale też z całą pewnością imponuje. Jednostronność, którą zarzucałam mu w pierwszych rozdziałach potem zdecydowanie usprawiedliwiłam przyznając mu do niej prawo - jego zdanie nie jest jego chwilową opinią,ale konsekwencją lat podróży, wiedzą zdobytą w wielu źródłach. I wydaje mi się, że mimo wszystko, mimo swojego ostrego charakteru, swoistego egocentryzmu, zdecydowanych poglądów i całej kreacji dziwaka-ekscentryka posiada niezwykłą wrażliwość na drugiego człowieka, dobro i piękno świata - i to właśnie da się wyczytać we wszystkich rozdziałach Gringo, obojętnie z jakim nastawieniem się czyta Cejrowskiego. Indianin żyje chwilą. I jak nikt inny potrafi smakować teraźniejszość.
Chwile jego życia są pojedyncze i zamknięte w sobie. Przylegają jedna do drugiej - jak jajka w koszu - ale poza tym przyleganiem stanowią odrębne całostki, które oddziela wyraźna skorupka teraźniejszości.
Indianin znajduje się zawsze we wnętrzu aktualnej chwili swojego istnienia - jak kurczak w jajku - i przeżywa ją od środka. kiedy ją już przeżyje do końca - wyczerpie i opróżni do ostatniej kropelki czasu - wówczas skorupka pęka i Indianin znajduje się w chwili potem. To tak jakby się wykluł i odkrył, że jest we wnętrzu innego jajka. Przy czym to następne wcale nie musi być większe od poprzedniego - ono jest inne, różne, niepowtarzalne. Trudno nawet powiedzieć, że jest n a s t ę p n e, bo indiańskie chwile nie są nanizane na żadną nić - raczej wrzucone luzem do wora życia.

























