Moje przemyślenia będą dotyczyć tylko roku 1940 - pierwszego roku obejmującego dziennik Bobkowskiego. Dalsze lata zostawiłam na później. Szkice piórkiem bowiem, jak każda literatura od przemyśleń, wymaga świeżego, skupionego umysłu i dlatego też uznałam, że powrót do niej za kilka tygodni będzie lepszym rozwiązaniem. Choć i tak dziennik Bobkowskiego nie ma kompozycji zapisanych pojedynczych myśli, pozbawionych punku zaczepienia i chronologii. Okoliczności - to, co się dzieje teraz i potem jest bardzo ważne - w końcu rozpoczęła się II wojna światowa. W dodatku Bobkowski też nie przeżywa swojego codziennego życia, lecz przez prawie cały czas znajduje się w podróży. I to rowerem!
Historia o przejechaniu całej Francji przy pomocy roweru i to bynajmniej nie tylko z fantazji, lecz przez okoliczność wybuchu wojny brzmi absolutnie fantastycznie. A jednak Bobkowski opisuje to tak prosto, tak naturalnie, jakby nie było w tym nic nadzwyczajnego. Piszę o świecie, który go otacza, analizuje historie Niemiec, Polski, Francji, myśli o ludziach, poznaje ich, próbuje odnaleźć odpowiedzi na pytania, które zadaje sobie cały świat. I przy tym wszystkim maksymalnie wycofuje siebie ze swoich opisów. Nie ma tu nic z Gombrowiczowskiej dumy pisarza, jego potrzebie i s t n i e n i a na łamach swojego dziennika. W momentach najbardziej prywatnych, najbardziej delikatnych, dla niego najważniejszych - Bobkowski znika. Na początku nie rozumiałam, dlaczego tak mało piszę o tęsknocie za żoną, za rodziną, za Polską, czemu się nie żali, jakby domagałam się od niego tych wyznań - chciałam przeżywać razem z nim, jak zazwyczaj przy takich lekturach. Z czasem zrozumiałam, że to nie jest celem Szkiców piórkiem. Te dzienniki są napisane po to, aby zmusić odbiorcę do wyciągania własnych wniosków.
Ta filozoficzna strona dziennika wydaje mi się najważniejsza - ma zmienić nasze spojrzenie na świat, wojnę, człowieka, zabrania uciekać do wyuczonej pozy. A przy okazji - pełno tu optymizmu, uśmiechu, ciepła, odwagi, pokory, prostoty, miłości. Bobkowski jest naprawdę wyjątkowy. Czytając oniryczne opisy południowej Francji, realistyczne sceny z francuskich miasteczek trzeba samemu się pilnować i przypominać sobie, że trwa wojna, że sam autor codziennie pokonuje blisko 100 km na rowerze, w różnych warunkach atmosferycznych, o nie do końca kompletnych posiłkach - trzeba to sobie przypominać, bo Bobkowski w ogóle zdaje się nie zwracać na to uwagi. Polacy wychowani na Sienkiewiczu mogliby go oskarżyć o brak romantycznych zachowań - w końcu przeżywanie wojny jednocząc się z krajem było obowiązkiem. Bobkowski tęskni za Polską, ceni ją i podziwia, lecz - jak Gombrowicz - walczy z pozorowanym patriotyzmem zmuszającym do umartwienia, tylko, że w przeciwieństwie do Gombrowicza mniej o tym mówi, a więcej wciela w życie. I nie można mieć o to pretensji - nie mam nawet ja - mimo wszystko także wychowana na Sienkiewiczu.
Nic więcej nie piszę - w końcu także stanęłam w środku akcji i tylko czekam by ruszyć dalej.
Nic więcej nie piszę - w końcu także stanęłam w środku akcji i tylko czekam by ruszyć dalej.
Słońce, oślepiające słońce, w dole oddala się Garonna. Wdechuję zapach rozgrzanych łąk i przymykam oczy, bo wypolerowany asfalt lśni jak lustro. Denerwują mnie miasta. Mijam je szybko i z ulgą oddycham przy wyjeździe. Wspaniałe, zwierzęce uczucie rozkoszy, w której cała uwaga koncentruje się na szybkości, drogowskazach, jedzeniu i znalezieniu noclegu. Mam wrażenie, że jeszcze nigdy w życiu nie miałem wszystkiego do tego stopnia, tak absolutnie gdzieś - i pewnie dlatego jest mi tak dobrze.
Były takie czasy, w których człowiek marzył; dziś marzenie jest czymś tak bezsensowym, że można je uprawiać tylko po to, aby nie wyjść z wprawy. Jak stawanie na rękach. Zagadnienie życia, zwyczajnego życia, nabiera takiego znaczenia, jak nigdy dotąd. Nie wiem jak to czują inni - u mnie jest wyraźna dwoistość: jestem ja i jest życie moje i Basi. Kiedy o tym myślę, zachowuje się jak lekarz nad łóżkiem chorego: badam, nasłuchuje, patrzę. Świetnie - jeszcze zipi. O to chodzi.
Błądzą wspomnienia, porównania zapomniane obrazy. szedłem raz sam w Gorcach w czasie halnego wiatru... żal jest najgłupszym uczuciem, smutek obezwładnia. prawie całą noc nie będę mógł spać. będę patrzył na siebie i od czasu do czasu stwierdzę, że dobrze to zagrałem; tę scenę bezsenności, melancholii i smutku. To zabawne, gdy czuje się równocześnie, że życie kipi tam wewnątrz i śmieje się.
PS - A w Łodzi można oglądać od 30 września wystawę - Bobkowski. Chuligan wolności. Miejsce: Teatr Nowy. Później wystawa powędruje do Krakowa, jeżeli komuś Kraków bardziej po drodze!



















