Jak już zapowiadałam kiedyś, gdy tylko Baczyński pojawił się w kinach postanowiłam wybrać się na film. Spodziewałam się wrażliwej historii o poecie, obrazującej sceny z jego życia, dotykającej problemu miłości wśród bólu, walki ze sobą o zgodę na zabicie człowieka, między tchórzostwem a wrażliwością. Spodziewałam się, że film będzie przepełniony liryką, taki nastrój emanował już z zwiastunu, myślałam jednak, że wiersze będą tutaj przerywnikiem fabularnej historii umieszczonej w warszawie wojennej, przedstawionej obrazami jak z Czasu Honoru. Okazało się trochę inaczej.
Reżyser obdarzył poezję funkcją głównego, wręcz jedynego narratora, przerywanego krótkimi, pojedynczymi zdaniami świadków wydarzeń, czysto informacyjnymi. Nie jestem pewna czy to lepszy pomysł. Miałam wrażenie bowiem, że poezja staje się wtedy tłem do wydarzeń. Wprowadzana na zasadzie myśli Baczyńskiego, wypowiadanych przez niego bardziej angażowałaby się w to co działo się na ekranie, bardziej by współgrała z historią. Jest to jednak jakiś pomysł, i przemyślane zadanie, nie należy więc negować idei reżysera. Dzięki temu udało mu się dosięgnąć innej ważnej kwestii - korespondencji poezji Baczyńskiego ze światem współczesnym.
Pierwsza scena filmu bardzo mi się podobała. Teledyskiem do piosenki w wykonaniu Czesława Mozila i Meli Koteluk były obrazy współczesnej Warszawy, w pełnym ruchu, na chodnikach, w autobusach, tramwajach. Kamera o niestabilnym, w pośpiechu kręconym obrazie chwyta spojrzenia przechodniów, twarze zmęczone. Codzienność to temat banalny, lecz przecież otacza nas nieustannie, nieprzerwanie i tkwimy w niej bez zastanowienia. Dlatego oklepane kadry tramwajów zawsze mogą uczyć pokory zauważania więcej. Na ulicach poznajemy młodych ludzi, wybierających się na poetycki konkurs im. Baczyńskiego. I to ich recytacje były tłem do obrazu filmu o Baczyńskim. Niektóre uważam za świetne, tylko jedna niespecjalnie przypadła mi do gustu. Za nietrafioną uważam też wstawkę współczesną z końca filmu - wypowiedzi autorów recytacji wierszy dotyczące ich stosunku do poświęcenia życia za ojczyznę. Miało być naturalnie, lecz wiadomo, jak trudno zachować autentyczność przy takich pytaniach. Cały Epilog filmu był trochę zbyt długi, bo przyćmiewał powagę finałowej sceny. Powinniśmy zapamiętać twarz Baczyńskiego wychodząc z kina, tymczasem oglądamy jeszcze około minutowy informator obejmujący podstawowe informacje, historię bohaterów, przedstawienie występujących autentycznych postaci - i to przy dźwiękach bardziej rockowych. Znów - może komuś się spodoba - ja potrzebowałaby jednak więcej czasu na refleksję.
Co do fabuły ma jeszcze jeden bardzo słaby punkt: miłość do Basi. Reżyser za priorytet ustanowił sobie ukazanie dramatu wrażliwego człowieka w konfrontacji z ogromem wojny, że zupełnie zmarginalizował romantyzm małżonków. Brak momentu zatrzymania kamery nad momentem zakochania się - przecież od pierwszego wejrzenia. Później Baczyński jest tak nieobecny i zadumany nad dramatem wojny, że Basi prawie nie zauważa. Całą miłość opisuje jeden recytowany wiersz z liryk miłosnych. A przecież historia ich młodego małżeństwa z pewnością jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych historii miłosnych czasów wojny.
Nie chce zniechęcać: na pewno nie żałuję wybrania się na seans. Uważam też, że taka tematyka to bardzo trudne zadanie dla reżysera, zwłaszcza gdy chce się zrobić to w innej formie niż zwykły fabularyzowany film. To był film o poezji. Koncept trafiony lub nie, ale zawsze jakaś próba twórcza. Znalazłam dużo rzeczy, które mi się nie podobało, jedno jednak stanowi tutaj niezależną wartość - poezja - autentyczny oddech zranionej, tragicznej historii.











Chcę męża zabrać na ten film. Po pierwsze dlatego, że on lubi filmy wojenne. Po drugie, bo gdy Lao Che wydało "Powstanie Warszawskie", mężowi wkręciły się piosenki śpiewane do poezji Baczyńskiego. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńByć może się wybierzemy :)
OdpowiedzUsuńA&M.
chyba wybiorę się na ten film, bo bardzo lubię filmy wojenne ;)
OdpowiedzUsuńhmm, przyznam, ze to kompletnie nie mój klimat.
OdpowiedzUsuńWątek miłości Krzysztofa i Barbary, to temat na cały film,a w ty przypdku chodziło o coś innego,o rozdarcie wewnętrzne Baczyńskiego. Być może kiedyś doczekamy się realizacji i takiego projektu, w którym to ta właśnie miłość będzie ukazana. Czekam :)
OdpowiedzUsuńtrochę nie mój klimat, ale chyba warto by obejrzeć :) buziaki!
OdpowiedzUsuńNawet nie wiedziałam, że ten film ma być w kinach :P
OdpowiedzUsuńW sumie to możliwe, bo nie był jakoś bardzo zapowiadany i promowany. Właściwie prawie wcale, ja też dowiedziałam się znajdując piosenkę Meli i Czesława i dopiero potem szukając w internecie informacji. ;)
UsuńMam nadzieję ze warto obejrzeć.
OdpowiedzUsuńObserwuje i liczę na to samo:)
Nie lubię takiego typu filmów ale zapowiada się ciekawie :)
OdpowiedzUsuńHm. Może warto obejrzeć, nie sądzę żeby film mi się nie spodobał. :) Trzeba się wybrać.
OdpowiedzUsuńA w html-u trochę siedzę tylko nigdzie nie mogę w kodzie tych ramek znaleźć x.x
Pewnie! Jeśli jest tylko taka możliwość, to nie ma co przepłacać :) ściskam!:*
OdpowiedzUsuńJa też chętnie wybiorę się na ten film. Tym bardziej, że tematyka jest bardzo ciekawa. :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
M.
Wydaje się być ciekawy :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie... http://myworldismovie.blogspot.com/