Wspominałam już o tym nie raz - pewnie dlatego, że to pierwsze takie przedsięwzięcie, którego byłam organizatorem na uczelni. Dużo niedociągnięć, jednak ostatecznie zgodnie z planem zrealizowane pomyślnie! Skorzystałam nie tylko na doświadczeniu organizacji, lecz chyba przede wszystkim jako widz. Ostatnio coraz rzadziej mam okazję na spokojnie obejrzeć sama film, nieustannie mam tyle pomysłów i przedsięwzięć do zrealizowania, że półtorej godziny wydaje mi się czasem nie do nadrobienia i rezygnuje z wytęsknionej projekcji. Cały dzień z filmami na uczelni mimo stresu przygotowywań, w końcu pozwolił mi na spokojną analizę filmowych realizacji, tym bardziej, że wszystkie z filmów zamierzałam już dawno zobaczyć, ale nie udało mi się wcześniej. Odpoczywając, medytując, czasem zaintrygowana, czasem z lekką pobłażliwością formułowałam wnioski cały dzień. I pytałam siebie, czy nasz maraton udał się pod względem ideologicznym. Udało nam się sformułować jakąś definicję amerykańskiej kultury? - lub przynajmniej tego, za co w Europie amerykańską kulturę się uznaje.
Po pierwsze: Annie Hall. Rozpoczęta przydługim monologiem amerykańskiego intelektualisty, który opowiada o swoim nie udanym życiu (głównie erotycznym...). Wiedziałam, czego powinnam spodziewać się po Woodym Allenie, sięgając jednak do starszej, jednej z początkowych jego produkcji, wydaje mi się, że trochę lepiej go poznałam. Współczesne realizacje są już dużo mniej naładowane atrakcjami w postaci dygresji samego Allena, a przygotowywane bardziej pod lekką pozycję na wieczór. Ta "ujarzmiona" już, późna twórczość wydaje mi się jednak trafniejsza, choć widać odejście twórcy od pierwszych pomysłów filmów-dzienników intelektualisty.
Do Woody'ego Allena trzeba mieć cierpliwość. Przy Annie Hall, miałam wrażenie że to film absolutnie jego, tworzony dla niego samego, nie dla widza. Jego dziennik z przemyśleniami - absolutnie błyskotliwymi i niepodważalnymi (wg samego autora - co Allen próbuje nam przekazać na każdym kroku). Ma coś z Gombrowicza, Gombrowicz jednak jest dla mnie bardziej przyswajalny, myślę, że jednak ze względu na pochodzenie, na polskie realia. Allen w Annie Hall to intelektualista, Allen to konsument, Allen to Amerykanin. Nie troszczy się o sprawy materialne, właściwie nie troszczy się o nic, poza swoimi przemyśleniami i problemami z kobietami. Chronologia w jego pomyśle absolutnie nie ma żadnego znaczenia, jedynie chaotyczna spełnia jakieś funkcje. Annie Hall nie każdemu się spodoba, mi się jednak podobała. To film czysto dygresyjny, sprowadzający się do konsekwentnego udowadniania tezy założonej przez autora już na początku historii, że związki między kobietą i mężczyzną to twory sztuczne i absurdalne, a jednak nam potrzebne i przez nas pożądane. Woody Allen tak bez ogródek przekazuje swoje przemyślenia, że nie trzeba się nawet doszukiwać dodatkowych znaczeń. Zafascynowany sobą w Annie Hall rozrysowuje swoją intelektualną wędrówkę bardzo szczegółowo.
Na lunch: Kawa i papierosy. Bardzo niezdrowo - jak echo powtarzają się słowa różnych postaci, przemieszanych na wszystkich poziomach. Ten pomysł na film podoba mi się bardzo. Chaotyczne epizody z życia obrazują sceny te uznawane za najbardziej codzienne i w swojej codzienności nieciekawe, czasem krępujące, niezręczne, jak charakteryzowane przez Binę na jej blogu Socially Awkward. Dużo tutaj dobrej analizy zachowań, lekkie opowiadanie o ludzkiej naturze, w amerykańskim stylu: lapidarnie, fragmentarycznie, krótko, w międzyczasie.
Następnym punktem w repertuarze była klasyka Tarantino. Wiedziałam, że będzie brutalnie, wiedziałam, że będzie bawił się obrazem, mieszając kolory, wizje, dodając rzeczywistości, tworząc świat rządzony przez przemoc i żądze. Przygotowywałam się mentalnie, a mimo to mój mózg miał problemy z zaklimatyzowaniem się w nowych realiach. Trudno mi się przekonać metody przesytu brutalności, bo sama nie potrafiłabym wymyśleć optymizmu przesłania, umiejscawiając go w tak wypaczonym, zepsutym, makabrycznym środowisku - bo właśnie tak przedstawiał mi się świat Tarantino. Przestrzeń tak destrukcyjna, że nie potrafiłabym jej sama obronić. A jednak Urodzeni mordercy bronią, oczywiście, z przymrużeniem oka, nikt nie będzie brał na poważnie okrucieństwa głównych bohaterów, gdy reżyser przedstawia ich jako postacie ewidentnie pozytywne, co więcej darzące się prawdziwą miłością. Póki co, cieszę się, że oglądałam go na maratonie - w domu z pewnością nie dotrwałabym do końca za pierwszym podejściem. Teraz myślę, że za jakiś czas trzeba będzie do niego powrócić i jeszcze raz podjąć się zrozumienia pomysłu Tarantino. Bo przecież chodzi tu o coś więcej niż historię, chodzi o człowieka i jakąś jego definicję. I to też na zupełnie inną historię!
Po tych trzech filmach skończyła się moja wolność, mój odpoczynek i mój czas. Musiałam spieszyć się na zajęcia. Nie mogę odżałować jest Las Vegas Parano, film z pewnością do obejrzenia. Wyruszyłam więc z westchnieniem na ustach, lecz naładowana w dygresje. Mam tylko nadzieje, że nie tak dokuczliwo-moralizatorskie jak te Woode'go Allena! :)












Nawet nie wiem, kiedy ja na spokojnie obejrzałam film ;>
OdpowiedzUsuńZ niektórymi tytułami muszę się zapoznać (oczywiście w wolnym czasie).
OdpowiedzUsuńCiekawy wpis, pozdrawiam :)
M.
na taki maraton to ja bym się wybrała, w ogóle poszłabym na jakikolwiek, byle wytrwać do końca :)
OdpowiedzUsuńLas Vegas Parano koniecznie do obejrzenia:) Ale czy tak bardzo amerykańskie? Surrealizm i absurd nie kojarzą mi się z "American Dream".
OdpowiedzUsuńNie mogę zaprzeczyć, no bo jeszcze nie widziałam, zgadzam się jednak, że o amerykańskości każdego z filmów można by polemizować osobno, podeszłyśmy do tematu jednak w bardziej swobodny niż konsekwentny sposób, dobór repertuaru następnym razem przeanalizujemy dokładniej!
UsuńOczywiście, to tylko moje zdanie:) A inicjatywa świetna! - przydałoby się więcej takich na moim uniwersytecie:)
UsuńTo zachęcam do organizowania! ;)
Usuńpolecam ogarnąć słowa, które się piszesz, a nie do końca rozumiesz! bo używanie w co drugim zdaniu słowa 'dygresja' nie podnosi wartości intelektualnej twojej wypowiedzi, tylko ją ośmiesza ;)
OdpowiedzUsuńpolecam - http://www.sjp.pl/dygresja
Bez przesady, użyłam tego słowa w ciągu całego posta dwa razy... W dodatku pierwsze jego wykorzystanie absolutnie podtrzymuje. Film Allena polega właśnie na tym, że narrator cały czas odbiega od tematu, chaotycznie wtrąca swoje przemyślenia w zdawałoby się przypadkowe miejsca. Świadomie więc pisałam o przeładowaniu filmu dygresjami. Świadomie również zastosowałam je na końcu postu. Chciałam zakończyć porównaniem moich luźnych przemyśleń (bo przecież to ma mało wspólnego z recenzjami) do dygresji z Annie Hall. Faktycznie jednak całe sformułowanie może nie być poprawne. Nie do końca się więc zgadzam z Twoją dość ironiczną krytyką, ale przyznaję, że zawsze miałam skłonności do komplikowania moich wypowiedzi, często w niepoprawny sposób... Pozdrawiam!
UsuńHahaha. "słowa, które się piszesz" - polska język, trudna język, Kali wiedzieć?:)
Usuńdziękuję bardzo za nawiązanie do mnie, jeszcze przy takim filmie! bardzo mi miło :) uwielbiam "Kawę i papierosy", choć ani nie piję kawy ani nie palę (haha, ale suchar). Film świetny, Iggy Pop, Tom Waits... lubię tę scenkę chyba najbardziej :)
OdpowiedzUsuńWoody'ego Allena kocham, uwielbiam, mój ulubiony reżyser. Przynajmniej starych filmów, z nowych tylko niektóre chwalę i polecam.:) Jednak przy Annie Hall postanowił sprawdzić moją wytrzymałość nerwową - gadatliwość i neurotyczność w tak dużej dawce, ba, dwie neurotyczne postacie...wrrrr!
OdpowiedzUsuń"Las Vegas Parano" mnie natomiast zmęczyło, przyznaję, że nie potrafiłam ogarnąć też wszystkich odniesień. A skoro już przy nim jesteśmy - wykorzystanie niektórych scen w "Rango", animacji nie za bardzo dla dzieci, bo wszystkiego nie ogarną - genialne!:)
"Kawa i papierosy" - hm, powiem tylko tyle - ciekawe, ale nie zostające na długo w mojej pamięci. Ale czego się nie ogląda dla White'a, Meg, Blanchette i Benigniego:)
"Natural born killers" oglądałam za czasów, kiedy jeszcze nie pojmowałam myślenia Tarantino i musiałam go oglądać na dwie tury. Kiedy już zaczęłam się kumplować z jego filmami, powróciłam do morderców i stwierdzam, że to brutalne i znakomite widowisko. Tylko ujęcia zmieniające się jak w kalejdoskopie doprowadzały mnie do irytacji na początku, nawet za drugim razem. Od Tarantino nie widziałam tylko jeszcze jednego Death Proof, ale to i tak stawiam na końcu. Uwielbiam jego debiut "Wściekłe psy" - w dużym stopniu przegadany, ale jak przegadany! Czuć już tarantinowskie zadatki. I młody Buscemi - ciekawie brzydki facet, którego poznałam dopiero w Boardwalk Empire, w dodatku Mr Pink.;) A całkiem nowy film, "Django"? Majstersztyk, a główny motyw muzyczny cud, miód dla uszu.
A, jeszcze "Grease", bo się rozpisałam i zapomniałam - nie oglądałam i jakoś mnie nie ciągnie, pewnie kiedyś z braku laku obejrzę.;)
Właśnie żałuję bardzo że nie wybrałyśmy Django! Świetnie by się nadawał, myślę, że też dużo osób by zachęcił do przyjścia w końcu "oscarowa pozycja" ;)
Usuńja osobiście uwielbiam 'Las Vegas Parano' i 'Urodzonych morderców', poza tym koniecznie muszę obejrzeć 'Kawa i papierosy'! :)
OdpowiedzUsuńNie wszscy rozumieją poczucie humoru Allena ja ubóstwiam. każdy jego film cieszy mnie jak głupka. tp jest to
OdpowiedzUsuńAllena bardzo lubię, ale z niewyjaśnionych przyczyn akurat "Annie Hall" nie widziałam.
OdpowiedzUsuń"Natural Born Killer" uwielbiam!
"Kawa i papierosy" to kawał dobrego kina i zamierzam jeszcze wrócić do tego filmu.
"Las Vegas Parano" trochę mnie przerosło. Jakoś nie potrafiłam się wciągnąć w ten film, mimo iż Johnny'ego uwielbiam.
"Grease" mam dopiero w planach.
Czy ty wiesz, co to jest "wskaźnik mglistości" tekstu. Twoje wpisy są manieryczne, niczego nie wnoszą. Składnia pozostawia wiele do życzenia, silisz się na intelektualne wycieczki-ale za grosz nie ma w nich szczerości. Jest krygowanie się na intelektualistę z wyższej półki. Rozgrzesza Cię tylko młody wiek:). Pisz, ale szanuj czytelnika. Nie zachwycaj się tak słowotokiem. Szukaj ukrytych znaczeń i dbaj o jasność przekazu. Dużo nie zawsze znaczy dobrze. Warsztat to podstawa, której tutaj nie znajduję...
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, wiem, że piszę w sposób niepoprawny i skomplikowany, ale to naprawdę nie jest wynik przybranej stylizacji, po prostu słowa same tak mi się układają. Myślę, że stęskniona za humanistycznymi naukami na mojej uczelni, mimowolnie przesadzam z patetycznym tonem moich postów... Każda myśl wydaje mi się odkryciem Ameryki. Postaram bardziej się pilnować!
OdpowiedzUsuń