poniedziałek, 15 kwietnia 2013

DJANGO


Od świąt chodzi za mną jeden niezrealizowany temat na blogu - Django. Wiem, że to recenzje oscarowych filmów to temat już i spóźniony i wyczerpany, nie mogłam jednak z niej zrezygnować :) Django oglądałam z opóźnieniem, mając już za sobą coś nie co Tarantino i wiedząc, ile zachwytów wywołał ten film. Zupełnie uzasadnionych.

Historia wciąga i jest ukazana z wielkim rozmachem. Pierwsze krwawe incydenty za każdym razem były  dla mnie zaskoczeniem. Na początku odruchowo odwracałam wzrok od krwi rozpryskującej się w każdą stronę. Po kilkunastu minut jednak mózg zaczyna rozumieć już ten brak realizmu tych śmierci, zupełnie, w całej swojej istocie - śmierci filmowych. Bo filmy Tarantino nie przedstawiają jedynie jakiejś konkretnej historii, dużo mówią o samym świecie kina i rządzących nim prawach. 

Muzyka przenosi nas w czasie bezapelacyjnie. Razem z Django odzyskujemy wolność, razem z nim chcemy podbić świat, wymierzyć sprawiedliwość. Przecież każdy wie, jaką moc sprawczą ma dobrze dobrana muzyka. Absolutnie to ona odgrywa tutaj decydującą rolę, przemieniając film w bardzo dobre widowisko. Przy Django naprawdę można się oderwać, to świetny przykład kina rozrywkowego. Właśnie dlatego że tak uległam jego czarowi - bardzo ciężko było mi się o nim jakoś sensownie wypowiedzieć. Są przecież takie filmy jak Lincoln - którego recenzję wydłużyłam do granic możliwości, a podczas każdej sceny pojawiała mi się jakaś następna refleksja dotycząca realizacji czy scenariusza. Tak wielowarstwowy film jak Django mnie pokonał. Wciągnął do tego stopnia, że szybka analiza była niemożliwa. po projekcji została tylko opinia naprawdę dobrego filmu. 


Niedawno wygrzebałam stare Kino na mojej stercie magazynów i szukałam recenzji Django, ciekawiąc się, jak ktoś wywiązał się z przerastającego mnie zadania recenzenta. Znalazłam to czego mi brakowało: spojrzenia na Django przez pryzmat twórczości Tarantino, no i potrzebnego dystansu. Autor Tomasz Jopkiewicz absolutnie uznaje realizacyjną precyzję, ale fabułę poddaje bardzo surowej analizie. Przy oglądaniu filmu powraca pytanie czy Tarantino od początku kariery moralitety, zręcznie skrywane pod powierzchnią krwawego pastiszu? Czy może na odwrót? Może moralna powaga to jeszcze jedno piętro zamierzonej kpiny? Może moralitet fałszywy, w finale szyderczo zanegowany? W końcu w kinowej zabawie nie należy niczego traktować zbyt serio.  Cała recenzja prowadzi go do obaw o sens filmu: Odsłaniając hipokryzję i paradoksy dawnego kina [Tarantino] gubi z oczu może najciekawszy wątek - wzajemnego zarażania się przemocą, czego doświadczają Schulz i Django. Czy mamy sekundować Django, który nabiera cech superbohatera, w pasji odwetu i cieszyć się, gdy odnosi na swojej drodze sukcesy? Obawiam się, że taka jest ostateczna wymowa filmu, mimo wyraźnie podreślonego ironicznego dystansu. Stwierdzenie, że amerykańska kultura przesiąknięta jest różnymi formami przemocy, które gloryfikuje, nie wydaje się zbyt odkrywcze. Problem polega na tym, że Tarantino coraz bardziej przypomina więźnia tej kultury, chociaż nie całkiem jest z tego stanu rzeczy zadowolony.

Analiza w Kinie doprowadziła mnie do bardzo intensywnego myślenia, ile przemocy w Django to zabawa, a ile to przemoc. Myślałam, myślałam i myślałam. I odkryłam, że analizy, tak jak filmy, nie zawsze należy traktować zbyt serio. Włączyłam soundtrack Looking for freedom i z Django zachowałam sobie w pamięci tą chęć podbicia świata. I właśnie to zostawiam sobie na dłużej!



zdjęcia Grafika google

12 komentarzy:

  1. Muzyka w filmie jest bardzo ważna - są nawet takie (jak Conan Barbarzyńca, o którym będzie można u nas przeczytać we wtorek), gdzie soundtrack wybija się na plan główny i mógłby istnieć nawet bez obrazu :)
    Django nie oglądałem, ale zamierzam...
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam Conana, kiedyś zupełnie przypadkiem trafiłam na to do kina! Ale z tego co pamiętam, nie byłam do niego przekonana... zupełnie nie mój typ jeżeli chodzi o kino! i jeszcze przy takiej fabule, utrzymanej w fantastycznej konwencji o super-bohaterze realizacja musiałaby być perfekcyjna żeby to się jakoś trzymało. będę czekać na wtorkową recenzję :)

      Usuń
    2. Ale widziałaś z Arnoldem? Bo o niego mi chodzi, ten nowy...ech, nie da się oglądać...

      Usuń
    3. No właśnie to było dla mnie podejrzane pisać o tym nowym Conanie, ale napisałam tak ostrożnie z krytyką, bo w ogóle już nie pamiętam prawie nic z tego filmu... Dobrze, że mnie wyprowadziłeś z błędu!

      Usuń
  2. ten film mnie zachwycił, choć nie lubię westernów ten jest zrobiony zupełnie inaczej niż pozostałe.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mimo, że za Tarantino nie przepadam, to Django mi się podobał, dzięki muzyce i aktorom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Django trochę różni się od tych wcześniejszych produkcji :) Jest taki dużo bardziej pozytywny! I jest też inaczej odbierany niż poprzednie, czytałam, że to na przykład pierwszy film tarantino wyświetlony w Chinach - poprzednie nie były dopuszczane ze względu na swoją brutalność.

      Usuń
  4. no pewnie, Tarantino ma niezwykłą moc przerabiania ciężkich wątków (niewolnictwo, śmierć czy II wojna światowa) na żarty... trzeba je brać z przymrużeniem oka, ale nie wszyscy to rozumieją. QUentin dostał zdecydowanie zasłużonego Oscara, Christoph też! rewelacja :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oglądałam w sobotę, ale niestety nie dałam rady dojechać do końca. Zbyt drastycznie jak na mój kiepski humor w tamtym czasie. Ale gra aktorska oraz muzyka wspaniała. Wiem że film oddawał rzeczywistość ale chyba na taką rzeczywistość byłabym zbyt wrażliwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, wcale nie jestem pewna, czy ta "Znieczulica" na drastyczne widoki, która wystąpiła u mnie na Django jest pozytywnym zjawiskiem:)

      Usuń
  6. Nigdy nie oglądałam żadnego filmu Tarantino, ale sporo osób poleca, więc mam zamiar obejrzeć ;)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuje za każdy komentarz! Wszystkie uważnie czytam i jeśli tylko pozwala na to czas staram się na wszystkie odpowiadać:)