niedziela, 25 sierpnia 2013

Miłość po francusku



Do kina trafiłam zupełnie przez przypadek, nie znając repertuaru. Towarzyszyła mi 16-letnia siostra i w związku z zapoznaniem się z tytułem filmu, wyświetlanego o wybranej przez nas godzinie pojawiła się chwila zawahania. Miłość po francusku może kojarzyć się przecież na różne sposoby... Uznałam jednak, że tytuł jest pewnie znów pomysłem polskich tłumaczy, którzy często stosują tego typu "niezawodne" chwyty prześcigając się w co głupszych nazwach. [Klasycznym przykładem może być tu Dirty dancing, ale jest to zdecydowanie problem pojawiający się współcześnie tak samo nagminnie jak wtedy.] No i intuicja mnie nie zawiodła.

Miłość po francusku jest mimo wszystko filmem ciepłym i sympatycznym. To lekka komedia, którą dobrze się ogląda - oczywiście, kiedy nie spodziewamy się niczego zaskakującego. Sam scenariusz nie jest mocną stroną tego filmu - historia jest wyraźnie przerysowana i skrupulatnie wpisuje się w schemat przewidywalnej komedii romantycznej. Określenie 'francuski' z tytułu podkreśla jedynie miejsce akcji, no i sugeruje francuską obyczajowość. Miłość po francusku przemyca między wierszami już ten zachodni sposób myślenia o miłości. Rozwódka oznacza to samo co panna, posiadanie dziecka jest sprawą zupełnie naturalną, żadnym obciążeniem dla drugiej strony, różnica wieku bohaterów, choć jest tematem przez nie poruszanym, absolutnie nie razi w oczy widza. Ja nie jestem jeszcze aż tak nowoczesna w relacjach damsko-męskich i normalnie takie sytuacje były by dla mnie problemem do zastanowienia się. W filmie jednak toczącym się tak lekko nikt nie ma pretensji do bohaterów. Ci, sympatyczni i wrażliwi, zupełnie nie kojarzą się z żadną rozwiązłością. Jest to więc jakiś dowód na to, że swoboda związków jest już normą, zwłaszcza w zachodnich społecznościach, a moje rozważania są już chyba mocno zdezaktualizowane. 

Nie chodzi mi o to, żeby krytykować za to ten film, obyczajowość to też przecież kwestia kultury danego kraju i przez ten pryzmat trzeba na to patrzeć. Co więcej ukazuje w jakiś sposób pozytywne oblicze związków z dużą różnicą wieku. W Miłości po francusku chodzi w gruncie rzeczy o bezinteresowne, szczere uczucie.  Wszystkim poszukującym czegoś lekkiego na letnie wieczory - polecam!

3 komentarze:

  1. Wiem coś o tym, jak Polacy potrafią przetłumaczyć nazwy filmów, masakra :D

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo ciekawe, chyba powinnam to obejrzec, bo czytajac Twoja recenzje, widze, ze ten film rzeczywiscie czerpie z zycia i filozofii Francuzow :D a polska wersja tytulu brzmi zenujaco, ale coz - "Whatever works" przetlumaczyli przeciez na "Co nas kreci, co nas podnieca"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Moonrise Kingdom w polskim tłumaczeniu to Kochankowie z księżyca - przykłady można mnożyć bez końca!

      Usuń

Bardzo dziękuje za każdy komentarz! Wszystkie uważnie czytam i jeśli tylko pozwala na to czas staram się na wszystkie odpowiadać:)