środa, 13 lutego 2013

ms2 - relacja zupełnie wrażeniowa



W końcu dotarłam na wystawę w łódzkim muzeum sztuki współczesnej ms2 przy Manufakturze. Trwa już od grudnia i jest o niej dość głośno, lecz trudno się dziwić: Wystawa jest bardzo starannie przygotowana i dobrze zaopatrzona. Przede wszystkim znajdziemy tam naprawdę niecodziennych w Polsce artystów. Picasso, Warhol, Klee. A obok tego nasz Strzemiński, Wróblewski, Witkacy.


Mi podobało się bardzo! Jednak przez całą wizytę pobrzmiewają gdzieś pytania czym jest współczesna sztuka i na czym polega jej piękno? kto jest artystą, kto prowokatorem? Najbardziej wartościowe pozycje wystawy - obrazy Picassa - Głowa kobiety i Głowa Palacza, pozostawiają naprawdę dużo wątpliwości u przeciętnego odbiorcy. Przypadkowe linie, geometryczne figury, niczego nieprzypominające poza rysunkiem dziecka - czasem ciężko zgodzić się z ich artyzmem i to jest naprawdę zrozumiałe. I przez pryzmat takich abstrakcji definiowana jest cała współczesna sztuka. Kropki, kreski, kwadraty - z tego żartujemy i przytaczamy anegdoty o wielkich współczesnych artystach, których prace "też bym mógł namalować tak samo". Jednak po takich wystawach jak ta w ms2, widać że sztuka współczesna, też już się trochę pozmieniała. Kropki i kreski były prawdziwą sztuką dla Picassa i Cezanne ponieważ łamały stereotypy twórcy i sprzeciwiały się światu. Lecz to jest ich wkład w sztukę, nie do powtórzenia teraz, gdy znamy już kropki i kreski na płótnie. Te najbardziej abstrakcyjne eksponaty w muzeum, przedstawiające zestaw kropek na biały płótnie to prace tworzone w pierszym okresie rozkwitu nowej sztuki - szukania nowego oblicza sztuki po wojnie. Teraz sztuka znów zaczyna coś przedstawiać, aby mogła zostać uznana. Sztuka teraz to niesamowite wykorzystanie wiedzy z zakresu techniki i psychologii. Filmy, fotografia, dźwięk to wszystko teraz tworzy obraz, rzeźby ze sztucznych tworzyw, dokładnie dopracowane, instalacje z pogranicza designu. Sztuka współczesna kręci się wokół człowieka. Nie wszystkie pozycje do nas przemówią - i to jest pewne. Należy jednak okazać trochę wyrozumiałości i dać się sztuce zanalizować. Może jednak do czegoś nas to doprowadzi? ;)






       
       


          



















poniedziałek, 11 lutego 2013

second hand! o torebkach znalezionych przypadkiem





























Pisałam wczoraj o desingu ze strychu dzisiaj o modzie vintage ;) Nie chodzi nawet o odzież współczesną importowaną z zachodnich państw, ale o zagubione perełki sprzed lat poznajdywane na pchlich targach. Vintage w całej swojej okazałości! Targi staroci to specyficzne miejsce, owocność zakupów zależy od determinacji, kreatywności i szczęścia. Jako stały, wręcz nałogowy bywalec uzbierałam sporą kolekcję torebek. Wszystkie mają już swoje lata i da się to rozpoznać. Stare kroje, stylowe zapięcia i często mocna, prawdziwa skóra. Zapach, którym niektóre przesiąkły leżąc nieużywane można usunąć wymrażając torebkę w zamrażarce. U mnie wystarczyło rozwiesić torebki na moim nieogrzewanym strychu przez kilka nocy.












Ostatnie dwie to już chyba nowa produkcja. Lecz największą zaletą ich wszystkich jest bezkonkurencyjność cen. Żadna nie przekroczyła 10 zł!

Wniosek? Po unikatowość i okazje zapraszamy do przeszukiwania lumpeksów i targów staroci! ;)


niedziela, 10 lutego 2013

oldschool - pierwowzrozy a powroty w designu



Jakiś czas temu natknęłam się przypadkiem na wywiad z Łukaszem Zbieranowskim: Powstała nowa marka papiernicza, która stawia na oldschool. Projekt łódzkiego grafika Łukasza Zbieranowskiego to przede wszystkim designerskie zeszyty i notesy, jakby żywcem przeniesione z lat 70. Nieladaco ma propagować ręczną robotę i dobry design. Zeszyty są naprawdę bardzo fajnie zaprojektowane. Znalazłam je w zaopatrzeniu Pan Tu Nie Stał tutaj, no i na autorskiej stronie nieladaco.com. Zainspirowana nowym pomysłem postanowiłam odszukać dostępne w moim domu zeszyty i porównać ich nowoczesne odpowiedniki. Zeszytów znalazłam więcej niż się spodziewałam!

 









 


Porównując informacje o firmie Nieladaco odwzorowało je naprawdę wiernie. Oby więcej takich kreatywnych pomysłów. Niestety, te zeszyty obecne w sklepach Pan Tu Nie Stał, dostępne są w wymiarach jedynie 9x13 cm, pakowane w zestawy po 3 sztuki i w cenie 20zł. Czy kiedyś dożyjemy czasów że ładnie zaprojektowane rzeczy będą dostępne dla każdego jako produkty codziennego użytku a nie elitarne gadżety? Swoją drogą tak często odwiedzam internetowy Pan Tu Nie Stał, a nie dotarłam ciągle do sklepu na Piotrkowskiej. Ciągle pozostaje na mojej liście do koniecznego odwiedzenia!

sobota, 9 lutego 2013

Och! Film Festiwal - twórczy przegląd


W lutym w moim niemalże rodzinnym Łowiczu odbywa się corocznie Och! Film Festiwal. Z pewnością jest to jedno z najciekawszych wydarzeń w życiu kulturalnym naszego dosyć małego miasteczka. Każdego roku repertuar Och!Festiwalu  to nieprzewidywalne zestawienie bardzo różnych pozycji. Kryteria wyboru są tutaj trudne do zdefiniowania, są filmy popularne i te, o zupełnie marginalnym zasięgu, poważne, lecz i zaskakujące groteskową realizacją. Z pewnością wszystkie są warte uwagi, lecz niektóre szczególnie mnie zainteresowały.


Pierwszym filmem na który się wybrałam był Kurczak ze śliwkami. Szyld z ulotki głosił "najbardziej baśniowa opowieść o miłości od czasów Amelii"! I po raz kolejny stwierdzam, że autorzy sloganów reklamowych chyba nie oglądają opisywanych produkcji. Z Amelią film ma niewiele wspólnego, porównanie ma chyba jedynie zasugerować przyjemną tematykę i zachęcić do obejrzenia. Produkcja jest dla mnie niejednoznaczna w ocenie. Realizacją przypomina Fridę, wrażliwą osobowość bohatera i jego lekko schizofreniczną mentalność ukazuje poprzez wykorzystanie wszelkiego rodzaju animacji przeplatających film, czasem trącących banałem, lecz w jakiś sposób ubogacając obraz z ekranu. Frida jednak miała jasny cel - opowiadała historię życia postaci rzeczywistej. W "Kurczaku ze śliwkami" mamy rozrysowany dokładny portret psychologiczny głównego bohatera, lecz ta analiza wydaje się do niczego nas nie doprowadzić. Finał szokuje chyba tylko tym, że wszystko od początku jest oczywiste i powiedziane wprost, bez niespodzianek.


Następnym z moich festiwalowych typów jest Miłość, film który zdobył już bardzo dużo nagród i powszechne uznanie. Mając tą świadomość i spodziewając się poruszającej historii o starości zasiadłam do oglądania. Po obejrzeniu jednak zakończenie wydało mi się katastrofą i przyzwoleniem na powszechne myślenie o starości i chorobie jako czymś nie do przejścia, nie do pokonania. O "Miłości" dużo się pisze. Komentarz do moich wątpliwości znalazłam w recenzji Łukasza Ziomka z miesięcznika Kino. Interpretuje on finał jako ten którego domaga się współczesny widz, sięga swoją myślą jednak dalej niż ja. To, co dawniej posłużyło by za pretekst, tu jest jedynie pęknięciem, które nie niszczy, ale czyni prezentowany obraz jeszcze mniej jednoznacznym. - pisze.  Więc może to tak naprawdę nie był koniec? Łukasz Ziomek komentuje - Mam wrażenie, że to najważniejsza gra w jaką kiedykolwiek zostaliśmy uwikłani w kinie Hanekego.



Z pozycji które jeszcze przede mną na festiwalu to Kochankowie z księżyca - z notki znalezionej przypadkiem w listopadowym K MAG u:  To historia o dzieciństwie alternatywnym, które każdy z nas chciałby mieć. A także Broken. Z recenzji z Kina: wyjątkowo naturalnie , niewymuszenie łączy poszczególne elementy należące do porządków, obarczone odmiennym ładunkiem. (...) Cierpienie, lęk i desperacja łączą się z radością, ciepłem i nadzieją, świat dorosłych spotyka się ze światem dziecka, a przypadek i intencja kroczą tuż obok siebie. Inspiracje na wyciągnięcie ręki!




   



środa, 6 lutego 2013

Design ksiązek - przegląd spostrzeżeń ostatnich miesięcy



Jeszcze w grudniu korzystając z wolnego popołudnia wybrałam się na na Targi Nowej Książki. To było pierwsze takie doświadczenie, uzmysławiające mi jak szeroką dziedziną grafiki użytkowej jest projektowanie książek. Równie zaskoczona, jak i zachwycona artystyczną stroną tej dziedziny handlu oglądałam po kilkanaście razy prezentowany przez wydawnictwa asortyment. Najciekawsze pod względem ilustratorskim są oczywiście książki dla dzieci, dające projektantowi największą swobodę tworzenia.




Ilustratorzy mieli też "swoją ścianę", na której mogli zaprezentować w ciekawy sposób swoją twórczość artystyczną. Istotnie, wykorzystali ją bardzo dobrze, wymyślając prawie przestrzenne kompozycje i łącząc ilustracje z pomysłowo zaprojektowanym wizytownikiem. Targi były naprawdę bardzo dobrze przygotowanym wydarzeniem, na poziomie międzynarodowym, jak to zapowiada hasło Hali Expo w Łodzi. Za rok wybieram się na pewno, termin jest już ogłoszony od 29 listopada do 1 grudnia 2013. 




Niedługo potem przeczytałam w 2+3D artykuł o desingu książek dla dzieci, i temat znów mnie zainteresował. Bogata już w doświadczenia z Targów, rozpoznawałam pozycje prezentowane w artykule. Anna Machawic-Adamkiewicz podejmuje temat projektowania dla dzieci i wywiązuje się z niego niezwykle sumiennie, artykuł to bardzo rzetelne i szerokie zestawienie spostrzeżeń wielu projektantów i ilustratorów.




Polski rynek książek dla dzieci wyraźnie się ożywił w ostatnich latach. W księgarniach nie brakuje pozycji, które zachwycają ilustracją i opracowaniem graficznym. Przybywa wydawców, dla których priorytetem jest jakość publikacji - tym stwierdzeniem rozpoczyna swoje rozważania.

Pytanie o przepis na udaną książkę dla dzieci zazwyczaj przynosi spodziewaną odpowiedź, że nie ma takiej recepty. Ale w wypowiedziach twórców stale przewija się specyficzna cecha książki obrazkowej - uzupełnianie się tekstu i obrazu.

I dalej: Wiara w spostrzegawczość i inteligencję czytelnika, które nie pozwalają traktować go z pozycji mentorskiej, są gwarancją, że książka nie będzie banalna ani naiwna.



Pozycje opisywane w artykule i te które rzuciły mi się w oczy na targach, powtarzają się i zdobyły już uznanie na rynku. Niektóre rozpoznałam z przedświątecznych zestawień must have! tworzonych przez Łódź Design. 


Na podsumowanie moich rozważań przytoczę fragment kończący artykuł Anny Machwic-Adamkiewicz. 

Choć wiele jest jeszcze do zrobienia i jesteśmy gdzieś na początku drogi, to najważniejsze że na półkach biblioteczek małych czytelników pojawią się polskie książki z nietuzinkową, ciekawą ilustracją, która nie jest tylko <<ładnym obrazkiem>> dopełniającym tekst, ale zaznajamia dzieci z różnymi postawami twórczymi, poruszając wyobraźnię i , mam nadzieję, kształtując przyszłych odbiorców sztuki.

Starszych jednak i tak nie przekonamy - baśnie Grimm, Andersena czy wiersze Tuwima są dla nich do przyjęcia z należnym klasyce szacunkiem, bez 'desingerskiego' rozmachu. Lecz może to dobrze? :)